poniedziałek, 18 marca 2013

Francuski skarb

Oto pierwsza część opowiadania, każdy z Was będzie mógł pisać kolejne rozdziały. Nie wiadomo, jak ta historia się zakończy, wszystko zależy od naszej wyobraźni.

                                    A może ta opowieść to PRAWDA?...
                         
                                         *** 1812, gospoda w Reichenau ***

Napoleon Bonaparte zakwaterował się w gospodzie. Postanowił rozpocząć wojnę z Rosją, więc musiał być blisko swych wojsk. Nie wątpił, że to będzie trudna walka, bądź co bądź rosyjskie wojska były potęgą, ale wiedział, że wygra. Podbił przecież całą zachodnią Europę, więc da sobie radę także z Rosją. Odkąd został cesarzem, Francja opływała w dostatek, więc gdyby coś potoczyło się nie po jego myśli, dla Rosji byłby to smaczny kąsek.
- Empereur, je peux?[1] - Z zamyślenia wyrwał go jeden z generałów.
- Oui, allez. Quelles nouvelles apportez-vous?[2]
- Les soldats sont prêts à aller. Reposés et préparés chevaux, nous se mettre en route.[3] - Generał uśmiechnął się pod nosem, przyniósł cesarzowi dobre wiadomości.
- C'est une bonne chose. Vous pouvez former des rangs. Les Russes certainement nous attendre et a préparé une surprise. Je vais aller et recueillir pensées.[4] - Zarządził cesarz.
- Oui il est![5] - Odpowiedział generał i szybko wyszedł.
Napoleon wziął sakiewkę, potrząsnął nią, by sprawdzić, czy ukryty w niej skarb nadal tam jest, i wyszedł w ślad za generałem. Nie poszedł jednak w stronę uformowanych szyków, ale w stronę rozległej łąki nad rzeką Kipper. Napoleon był jednym z najlepszych strategów i dowódców, dlatego wiedział, że najlepiej będzie, jeśli nie powie doradcom, co chce zrobić z największym skarbem Francji. We Francji każdy obywatel słyszał opowieści i legendy o wielkim skarbie, ale dla każdego były to jedynie fantazje. Jednak prawda była taka, że każdy władca dziedziczył po poprzedniku wiele tajemnic i owy skarb. Teraz Bonaparte miał go zakopać, by car Rosji, w razie przegranej Francji, nie znalazł go. Cesarz szedł z głową uniesioną i wyprostowanymi plecami. W końcu odnalazł dobre miejsce do zakopania skarbu. Na to miejsce przetoczył duży kamień. Gdy to zrobił, wstał i otrzepał się. Uśmiechnął się do siebie - teraz nikt nie znajdzie tego skarbu, a gdy Francja wygra wojnę, on tu wróci i weźmie go ze sobą. Tak, to był naprawdę dobry plan... Bonaparte szybko poszedł do generała ,by sprawdzić, czy wojsko jest już przygotowane do wymarszu.
- Tout se déroule selon le plan. - Powiedział zaufany doradca. - 24 juin comme prévu début vaincre la Russie.[6]
 - Oui, si c'était si facile... - westchnął Napoleon, ale spodobało mu się to, że młody generał nader uparcie wierzy w zwycięstwo. - Il est bon que les choses vont bien. Écraser leur général.[7]

                               *** 1914, szkoła podstawowa w Reichenau ***

W Reichenau wszyscy już wiedzieli o wojnie. Amia Saska bierze w niej udział, a zwykli obywatele muszą przygotować się na wiele nieprzyjemności.
- Nie wiadomo, jak to będzie. Wojna na pewno nas nie ominie. A co będzie z dziećmi z naszej szkoły? Przecież nie powiemy żołnierzom, żeby niczego im nie robili, bo...
- Wiadomo, wiadomo... Żołnierze robią to, co generałowie im każą. Może zbudujemy schron?
- Schron? Taki pod ziemią? Tak, to dobry pomysł. Przynajmniej ludzie nie mieliby nam za złe, że nic nie zrobiliśmy.
Dwaj mężczyźni rozmawiali na dworze. Dzieci bawiły się wesoło, być może już po raz ostatni. Każde z nich wiedziało, że zbliża się wojna, jakaś dziwna niezrozumiała siła, o której mówili dorosłi. Dzieci musiały coś rozumieć. Od niepamiętnych czasów światem rządzą bitwy i walki. Rozumiały, że mogą zginąć, że ich rodzinnego miasta nie ominie to nieszczęście. Dla dzieci to było trudne i niesprawiedliwe - zginąć w tak młodym wieku, ale miały nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
- Tak... trzeba wybudować schron.- Pomyślał jeden z mężczyzn. Jako dyrektor niemieckiej szkoły miał dużo na głowie, ale obiecał sobie, że na pewno się tym zajmie.
Dni mijały powoli i przyjemnie, w słońcu i cieple. Zbliżało się lato... Schron był już w trakcie budowy. Dzieci nie mogły się doczekać, żeby go zobaczyć, ale wiedziały, że najlepiej będzie, jeśli nie będą musiały z niego korszystać. Dyrektor był bardzo szczęśliwy, że udało mu się znaleźć pieniądze na budowę tego pomieszczenia. Myślał o nim jednak tak samo jak jego wychowankowie - niestety, otwarcie schronu nie będzie przyjemnym wydarzeniem. Ale ten schron może uratuje komuś życie. Może... nigdy nic nie wiadomo. Może nie zdążą do niego wbiec, a może po prostu nieprzyjaciele zastosują jakąś nieznaną taktykę.
      Kiedy skończono prace budowlane, dzieci wraz z opiekunami poszły obejrzeć schron. Był średniej wielkości. Znajdowało się tam wiele łóżek, pojemniki z żywnością i bukłaki z wodą oraz opatrunki, w razie gdyby dzieci miały spędzić tu więcej czasu, albo któreś z nich było ranne. Dzieci stanęły oszołomione, to była ich nadzieja, ale i tak było to miejsce przygnębiające. Ściany były szare, betonowe, nie było tam okien, bo schron był pod ziemią, nie było tam światła, nie licząc gołych żarówek. Był to naprawdę smutny widok. Rodzice i nauczyciele opowiadali, że wojna już się rozpoczęła i trzeba uważać. Dzieci to rozumiały, ale niektóre miały po siedem lat i po prostu się bały.

                        *** 2013, Publiczna Szkoła Podstawowa nr 1 w Bogatyni ***

- Na dzisiaj to koniec. Przygotujcie się na jutro, bo będę pytać, aha... pamiętajcie, żeby się nie kręcić w pobliżu szatni, bo jest tam remont. - Powiedziała pani. Dzieci szybko wybiegły na dwór. Troje z nich wyszło z klasy spokojnie, zostając z tyłu.
- Wiecie co... - zaczęła Asia, ale przerwał jej krzyk:
- Ejjj! Co to?! Uważajcie na to! - Był to głos jednego z panów budowlańców. Po chwili do szatni musiał wbiec jeden z nauczycieli, bo dzieci usłyszały jego krzyk:
- Niech wszyscy odejdą od ściany!
- Nie wiadomo, co to jest! - Słychać było coraz więcej głosów.
- Może....- zaczął Adam i cała trójka pokiwała głowami. Następną lekcją była matematyka i przyjaciele mieli gotowy plan. Rozumieli się bez słów, więc nie musieli niczego uzgadniać.
- Dobrze, wyjmijcie zeszyty. Dzisiejszy temat to: Kąty... Asia! Co się stało?! Paweł...
- Nie wiem, proszę pana... chyba zemdlała. Adam! Szybko, ty się na tym znasz! - Oczywiście Paweł wraz z Adamem i Asią wszystko przed lekcją uzgodnili. To był plan idealny, w szkole każdy wiedział, że tworzą Super Paczkę, nawet pan od matematyki. Adam szybko podbiegł do przyjaciółki i zaczął jej pomagać. Asia wkrótce otworzyła oczy, ale wciąż sprawiała wrażenie ,,nieprzytomnej’’.
- Może, proszę pana, pójdziemy do pani pielęgniarki? Powinna dzisiaj być... - zaproponował Paweł.
- Tak... idź z nią. Nie, idźcie razem. Jest jeszcze słaba, dobrze, idźcie już! - Zdecydował nauczyciel, pomagając chłopcom wyprowadzić Asię. 
Gdy zamknęły się drzwi klasy, dzieci przemknęły na dół, by sprawdzić, czy nikogo nie ma w szatni. Tak jak myślały, budowlańcy skończyli już na dzisiaj pracę. Drzwi były zamknięte, ale na szczęście Adam miał przy sobie multitool, który wygrał w konkursie, i otworzył je bez trudu. Przyjaciele zapalili światło i zobaczyli naprzeciw siebie wielką dziurę w ścianie. Jeszcze bardziej zdziwili się, kiedy za ścianą znaleźli jakieś pomieszczenie. Zapalili latarkę i zobaczyli zniszczone łóżka i pojemniki ze spleśniałą żywnością.
- Co to jest? - Zapytała Asia, ale żaden z chłopców nie umiał na to pytanie odpowiedzieć...
                                                                                        Kasia Pawłowicz
  


[1] Cesarzu, czy mogę?
[2] Tak, proszę. Jakie wieści przynosisz?
[3] Żołnierze są gotowi. Wypoczęli i przygotowali konie do drogi, możemy wyruszać w drogę.
[4] To dobrze. Możesz formować szyki. Rosjanie na pewno już na nas czekają i przygotowali jakieś niespodzianki. Ja idę przejść się i zebrać myśli.
[5] Tak jest!
[6] Wszystko jest gotowe. 24 czerwca, zgodnie z planem, rozpocznie się niedola Rosji.
[7] Tak, gdyby to było takie łatwe... To dobrze, że wszystko idzie zgodnie z planem. Zmiażdżymy ich, generale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz