niedziela, 17 listopada 2013

Wybrańcy. Rozdział 11

Rozdział 11

   Powstała kwestia sporna czy iść w ostatnie miejsce, w którym mogli być Wybrańcy. Na Cmentarz. Otóż to. Cmentarz był miejscem mrocznym. Jakby tego było mało, Lilith twierdziła, że źle się tam czuje. Nie można jej było winić. Wybranka Życia miała powody, by nie iść w to ciemne miejsce. W dodatku w nocy!!! Will, Wybraniec Energii, był już na Cmentarzu i nie wynikło z tego nic dobrego, ostatecznie wylądował przecież na miesiąc w łóżku, by móc dojść do siebie. Poza tym nikt nie chciał spotkać duchów, zjaw, wilkołaków, wampirów i zombie chodzących tam w nocy. Ale cała ósemka się zdecydowała. 
   O północy wyszli z Zamku, mijając po drodze Widmowego Eda, strażnika z Cmentarza, jedynego miłego ducha ze Stowarzyszenia. Do bramy Cmentarza doszli gdzieś tak wpół do pierwszej. Jeszcze nim weszli, usłyszeli podniesione głosy. Otworzyli bramę, przeszli przez nią i ruszyli na Wielkie Wzgórze. Wielkie Wzgórze to Królewski Grobowiec. Tam właśnie spoczął król Ludwik, który, jak się okazało, został otruty przez oszusta Antonia. 
- Ciekawe, kim okażą się ci Wybrańcy - rozmyślała cicho Kat, podtrzymująca wraz z Liv półprzytomną Lilith. - Na pewno będą chłopakiem i dziewczyną. 
- Nie! Zapomnij o tym, Jacob!- usłyszeli, kiedy podeszli do szczytu Wzgórza. - Powiedziałam, wybij to sobie z głowy! Tak się składa, że zrobię to, jeśli dalej będziesz mi się naprzykrzał! Zrozumiano?!
- Ekhem... - odchrząknął cicho Gil. - Kim jesteście?
- A co cię to?! - zapytał chłopak nazwany Jacobem. - Nie powiem ci, no chyba że jesteś książę Carlos! - i wystawił język, co było dość dziecinne.
- Jestem książę Gilan!- odpowiedział Gil - ten, którego podtrzymuję, to Will - wskazał na brata zwisającego mu z ramienia jak Lilith dziewczynom - a ten drugi podtrzymujący to Carlos! 
- Przepraszam! - Jacob od razu spokorniał. - Ta tutaj to Suzan - wskazał oburzoną dziewczynę w wieku Kat, Liv i Lilith - a ja jestem Jacob.
- Miło was poznać - powiedział Cal - Jesteście może Wybrańcami?
- Tak, ja jestem Wybranką Obsydianowego Znaku Śmierci - powiedziała Suzie - ten gbur jest Wybrańcem Marmurowego Znaku Znużenie.
- Marmurowego? - zapytała Kat - ale marmur nie jest kamieniem szlachetnym.
- Tak, wiem - powiedział trochę smutny Jacob - ale to chyba sprawka Głosu.
- Chodźcie do Zamku! - zaproponowała Liv.
- Dobrze.
   Wrócili do Zamku, weszli cicho po schodach, ale kiedy weszli na korytarz prowadzący do ich pokoi...
- GDZIEŚCIE BYLI?! - krzyknęła królowa. - TAK SIĘ O WAS WSZYSTKICH MARTWIŁAM! A to kto? - spojrzała na Jacoba i Suzie.
   Po długich rozmowach wszyscy poszli spać.
   Następnego dnia przy śniadaniu...
- MACIE ZADANIE JAKO WYBRAŃCY - powiedział Głos z Kuli - MUSICIE POZBYĆ SIĘ CZAROWNIKA Z BARLENKIN - i zniknął.
***
- Barlenkin? Gdzie to jest? - zapytała Lilith, kiedy już wyruszyli. 
- Gdzieś w Górach Zachodnich - rzucił przez ramię Will.
   Do Barlenkin dotarli po nudnym tygodniu. Wypytali o Czarownika i skierowali się do jego chaty. Nie obyło się bez kłótni. W końcu ustalili: wszyscy zmierzą się z Aleminorem, bo tak miał na imię, jeśli wygrają, on odejdzie na zawsze.
- Dawaj Wybrańcze Wiatru! - zawołał Czarnoksiężnik, zamachnął się i strącił duży kamień. Cal tylko delikatnie chuchnął i strącił wielki głaz. Will tak naenergetyzował Cala, że Jacob musiał go potraktować swoim Znużeniem, żeby się uspokoił. Gil pobił Aleminora na głowę we władaniu Ziemią. Liv zmoczyła go do suchej nitki, władając Wodą, Caroline podpaliła mu brodę, a Carlos usadził mu na głowie orła bielika. Katrin sprawiła, że wyrósł koło niej wielki dąb, który Suzie uśmierciła, a Lilith później ożywiła. Pokonany Czarownik opuścił Królestwo, a Wybrańcy... odeszli. Weszli do Jaskini Snu i zasnęli, by obudzić się następnym razem...
***
- No, dziabągi! Spać! Zakończyłam czytanie tej absurdalnej bajeczki! - powiedziała opiekunka w sierocińcu do dziesięciorga białowłosych sierot. - Nawet jeśli istnieli, to już pewnie z nimi koniec - powiedziała jeszcze i wyszła z pokoju. Dziesięcioro nastolatków uśmiechnęło się do siebie. Nie, to jeszcze nie koniec, pomyślał każdy z nich i spojrzał na swój Znak.

Koniec

Jeśli wytrzymaliście ze mną i z nimi do końca, to:  SERDECZNE DZIĘKI!!!
Kasia Książka:)
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz