środa, 20 czerwca 2018

Wakacyjnie... Sentymentalnie... :)

Drogi Czytelniku,

minął kolejny rok nauki, we wrześniu wrócisz do szkoły trochę większy, starszy i pewnie bardziej poważny... 

Życzę Ci wielu wspaniałych przygód, bezpiecznych zabaw na świeżym powietrzu, ciekawych nowych znajomości, może pierwszej szalonej miłości :)

Wracaj zdrów i wypoczęty, a tymczasem pakuj plecak (żeby mi tam chociaż jedna książka była!) i ruszaj w drogę...

Twoja Już Tęskniąca Biblioteka




wtorek, 12 czerwca 2018

Bookcrossing 2018

Drogi Czytelniku,

już po raz kolejny uczniowie klas czwartych i piątych uczestniczyli w Święcie Wolnych Książek, organizowanym przez Bibliotekę Publiczną Miasta i Gminy w Bogatyni oraz naszą szkołę. Wymieniali się książkami z rówieśnikami ze Szkół Podstawowych nr 3 i nr 4, wypełniali mapy myśli, a także mogli zagrać w grę z kodami QR.

Pozdrawiam,
Twoja zakodowana Biblioteka






























środa, 30 maja 2018

A to moja bajka właśnie... - Oliwia Malcow, klasa 4a

Kociaczki wełniaczki

     Dawno, dawno temu w małym domku niedaleko lasu żyły sobie trzy kociaczki wełniaczki. Nazywały się Gucio, Fruzio i Psotniś. Kociaczek Gucio dostał takie imię, ponieważ na futerku miał pręgi i wyglądał jak pszczółka, natomiast Fruzio, bo miał na główce coś, co przypominało irokeza. Kociaczek Psotniś dostał takie imię, bo ciągle coś psocił, na przykład rozbijał talerze albo tłukł jajka i bez przerwy bałaganił.
     Pewnego dnia kociaczki wełniaczki wybrały się w podróż do krainy sera, zwaną Cheddarią. Wszystko w tej krainie było zbudowane i zrobione z sera. Kociaczki poszły zwiedzić wieżę Eiffla, później przejechały się kolejką górską. Miejscem, które im się najbardziej spodobało, był Happy Land z sera. W Happy Landzie poszły na trampolinę oraz do basenu, który zamiast piłek miał trójkątne kawałeczki sera. Na końcu poszły do labiryntu i bawiły się tam w chowanego. Gucio szukał Fruzia i Psotnisia. Wymyślił, że będzie mu łatwiej szukać, jak będzie zjadał wszystkie ściany labiryntu, ponieważ były one zrobione z pysznego sera gouda. Po dłuższym czasie Fruzio i Psotniś zaniepokoili się tym, że Gucio jeszcze ich nie znalazł, więc poszli go poszukać.
     Nagle usłyszeli mlaskanie i zobaczyli Gucia, który jęczał, że boli go brzuch od nadmiaru sera. Postanowili odpocząć na ławce w parku obok Happy Landu. W parku tym była piaskownica i wełniaczki postanowiły na zakończenie dnia zrobić zawody na najładniejszy zamek z piasku. Kiedy zamki były już prawie gotowe, Psotniś, jak to on, musiał coś zmalować. Był taki szczęśliwy, że skończył budować zamek jako pierwszy, że zrobił ze szczęścia salto w tył i przewrócił się na wszystkie zamki, które całkiem zniszczył.
     Ponieważ był już wieczór i po dniu pełnym wrażeń wełniaczki były bardzo zmęczone, marzyły już tylko o szklance ciepłego mleka i o ciepłym łóżeczku.


A to moja bajka właśnie... - Laura Korościk, klasa 4a

Moja królowa Lili (przygoda kotów)
     Ta historia zaczyna się w mieście Sława przy ulicy Lodowej, gdzie mieszka Laura. Gdy Laura przebywała w domu, ktoś podrzucił jej pięknego małego kotka pod drzwi. Gdy go zobaczyła, od razu go pokochała i dała mu na imię Lili. Po roku Lili urodziła długo oczekiwanego kotka, jednak po dwóch dniach zmarł. Było to bardzo smutne i Laura starała się ją pocieszać, jak tylko mogła. Nagle, po około pięciu miesiącach, Lili urodziła cztery małe kotki. Laura nazwała je: Hiki, Szara, Róża i Twiti i powiedziała:
- Mam wnuczęta, wnuczęta! – Bo ich matkę traktowała jak swoją córkę.
Laura pomagała Lili w ich wychowywaniu.
     Pewnego dnia wszystkie kotki zniknęły z wyjątkiem Hikiego i Lili. Laura zastanawiała się, co się z nimi stało. Wszędzie chodziła i ich szukała i szukała – tak przez dwa tygodnie. Po tym czasie straciła nadzieję na ich ich odnalezienie. Zrezygnowana weszła na dach, na którym siedziała Lila i powiedziała:
- Chciałabym cię rozumieć…
     Ku wielkiemu zaskoczeniu Laury Lilka jej odpowiedziała:
- Mamo, przecież ty mnie zawsze rozumiesz.
- Dlaczego wcześniej cię nie rozumiałam? – Odpowiedziała zdumiona Laura.
- Nie ma to znaczenia musimy, odnaleźć maluchy- stwierdziła Lila.
- Ale jak? I tak ich nie znajdziemy, bo już wszędzie szukałam – odparła Laura.
- Mamo, mogę cię zmienić w kota na tydzień. Jestem Królową Rzeczypospolitej Kociej.
- Wchodzę w to! – Z uśmiechem zgodziła się Laura.
     Chwilę po tym Laura zamieniła się w bielusieńkiego kotka. Razem z Lilą wyruszyły w poszukiwania zagubionych małych kotków. Po minucie biegu dołączył do nich Hiki, a po dwóch minutach prezydentka Pusia (kotka z sąsiedniej ulicy). Serdecznie się przywitała ze swoją przyjaciółką, królowa Lilą.
     Po chwili wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Zaglądali w każdy kąt, szukali wiele godzin. W końcu Lilka powiedziała:
- Musimy trochę odpocząć, połóżmy się tutaj. - I pokazała miejsce w głębokich zaroślach. Wszyscy się zgodzili.
     Gdy nastał ranek, Lili spotkała kota o imieniu Wąsik, który wszędzie chodzi i wszystko widzi. Zapytała się go:
- Czy widziałeś moje dzieci?
- Widziałem, jak jakiś człowiek niósł je w tę stronę... - I wskazał łapką kierunek. - Chodźcie, pokażę wam.
     Wszyscy podążyli za Wąsikiem. Nagle ktoś z tyłu złapał ich w worek, a gdy się ocknęli, byli w klatce z Różą, Szarą i Twitim. Lila wyciągnęła czarodziejski telefon i zadzwoniła po kocią policję. Całe szczęście policja zjawiła się w mgnieniu oka i wyzwoliła wszystkie koty, które były uwięzione wraz z innymi zwierzętami, które tam były.
     Gdy wrócili do domu, Laura znowu zmieniła się w dziewczynkę. Na pamiątkę całej historii koty zapisały to zdarzenie w swoim hymnie Rzeczypospolitej Kociej.

A to moja bajka właśnie... - Kacper Jagiełło, klasa 4a

Braterskie przygody

     Było sobie dwóch braci, nazywali ich Stworek i Potworek. Z natury byli bardzo ciekawi świata i dość odważni w swoich wyprawach. Jednak zupełnie nie spodziewali się tego, co przytrafi im się tym razem...
     Ta historia wydarzyła się dawno temu, ale bracia pamiętają ją zapewne do dzisiaj. Było lato, lecz dzień był pochmurny. Potworek wpadł na pomysł, żeby dzisiaj pobawić się w jaskini, by ukryć się przed przewidywanym deszczem. Stworek chętnie się zgodził, zwłaszcza że jaskinia znajdowała się przy lesie, blisko domu, a mama prosiła, żeby się nie oddalali. Bracia przed wejściem do jaskini zebrali jeszcze pełne kieszonki jagód z krzaczków przy ścieżce prowadzącej w głąb lasu.
Stworek i Potworek nigdy jeszcze nie byli w jaskini, dlatego, zaciekawieni, wszystko uważnie obserwowali. Nie usłyszeli nawet, że zaczął padać deszcz. Zorientowali się dopiero wtedy, kiedy poczuli, że mają mokre buty. Woda podlała jaskinię i odcięła im drogę do wyjścia. Stworek i Potworek wdrapali się na jeden z większych kamieni i, chcąc przeczekać deszcz, zaczęli podjadać jagody i opowiadać o podróży, którą wymarzyli sobie na czas zbliżających się wakacji. 
     Wtedy stało się coś niewiarygodnego. Jagody okazały się być magiczne i przeniosły chłopców w miejsce, o którym rozmawiali. Był to Egipt, miasto Aleksandria. Miejscowość miała nazwę podobną do imienia koleżanki z podwórka, Aleksandry. W Egipcie pogoda była upalna. Pamiętając, że mama zawsze powtarza, żeby nie przebywali za długo na słońcu, postanowili zwiedzić jedynie zabytki w pobliżu. Zobaczyli muzeum, most w centrum i inne zupełnie inne niż u nas budowle. W bibliotece chcieli poszukać mapy, żeby trafić do domu, ale nie mogli wejść do środka z jagodami. Dlatego szybko zjedli resztę jagód, a te znów przeniosły braci, tym razem z powrotem do jaskini. Czas tak szybko zleciał, że zdążyła wyschnąć ta głęboka kałuża i mogli wrócić do domu na podwieczorek.


A to moja bajka właśnie... - Hanna Kaśków, klasa 4a

Mapa marzeń

      Pewnego słonecznego dnia pewna dziewczynka pomyślała, że posprząta pewien zamknięty pokój. Poszła do tego pokoju i sprzątała, aż tu nagle znalazła zakurzoną mapę. Wzięła ją do ręki, ale nikomu jej nie pokazała.
     Tydzień później jej mama znajduje mapę i woła:
- Tosiu, co to za mapa!
     Tosia zabiera mapę, zamyka oczy, po chwili otwiera je i znajduje się w świecie marzeń. Co pomyślała, to się pojawiło. W końcu szła przed siebie, aż skręciła w prawo, a tam coś było. Okazało się, że to wioska. Rozejrzała się i w końcu znalazła jakieś żółte stworki, które powiedziały:
- Cześć, jesteś tu nowa i możesz się z nami pobawić.
     Tosia powiedziała, że się zgadza. Po zabawie Tosia zasnęła. A jak się obudziła, już nie była w świecie marzeń ani nie znalazła żadnej mapy - to był tylko sen.