środa, 24 czerwca 2015

Wakacyjnie, choć deszczowo... :)

Drogi Czytelniku,

dziękujemy za kolejny wspólny rok. 
Życzymy udanych i zdrowych wakacji!
Do zobaczenia we wrześniu:)


Twoja Biblioteka i koło biblioteczne



czwartek, 18 czerwca 2015

Bookcrossing 2015

Drogi Czytelniku,

kolejny raz obchodziliśmy w naszej szkole Ogólnopolskie Święto Wolnych Książek. Uwolniliśmy książki z szaf, strychów i piwnic:) Było też dużo książek nowiutkich i pachnących!:) Uczniowie byli zachwyceni zdobyczami, nauczyciele również znaleźli dla siebie ciekawe powieści na wakacje.

Pozdrawiamy, Twoja Biblioteka i dziewczęta z koła biblitecznego




poniedziałek, 1 czerwca 2015

Druga szansa

Martyna Łabędź, klasa 4b


Była raz sobie książka, która stała na sklepowej półce. Jedynym jej marzeniem było to, aby ktoś ją kupił. Wszystkie jej koleżanki dawno już znalazły właścicieli, a ona została sama...
Przepraszam, że wciąż wyrażam się o książce jak o przedmiocie bez uczuć. Sami miała uczucia i z każdym dniem czuła się coraz bardziej samotna. Jej znajoma, Encyklopedia, często opowiadała ciekawe fakty i nowinki ze świata. To chociaż na chwilę odciągało Sami od złych myśli.
       Pewnego razu do sklepu przyszła mała dziewczynka w towarzystwie taty. Miała sześć lat. Chciała wybrać sobie ciekawą książkę, którą tata będzie mógł jej czytać wieczorem, przed snem. Podeszła do półki z książkami dla dzieci i zauważyła Sami. Ta z kolei nie mogła powstrzymać się od radości. Ukradkiem uśmiechnęła się do dziewczynki, a ona wzięła ją w swoje rączki. Mała przyłożyła książkę do ust i szepnęła:
-       Już na zawsze będziesz moja!
Po czym pokazała książkę tacie. Gdy ojciec wziął ją do ręki,  Sami poczuła się trochę niepewnie.
-       Kochanie... - powiedział po chwili. - To książeczka dla młodszych dzieci. Odłóż ją, Słoneczko.
Mała dziewczynka poczuła się strasznie zawiedziona, ale posłuchała taty. Sami prawie uroniła łzę. Ale nie chciała mieć brudnej okładki... Po chwili ujrzała, że malutka bardzo zadowolona wychodzi ze sklepu z inną książką. Sami bardzo bała się kolejnego dnia.
    Następnego dnia była wielka ulewa. Burza szalała nad miastem. W księgarni było mało ludzi.
-       Dlaczego jest tu tak pusto? I wszyscy są jacyś smutni? - zapytała Encyklopedię Sami.
-       To z powodu pogody... – odparła znajoma. - Zobacz! - Encyklopedia wskazała temat: "ZJAWISKA POGODOWE". - Tutaj jest napisane, że gdy pogoda się zmienia z ciepłej i słonecznej w deszczową, to ludzie tracą całą swoją energię.
-       Kiedy znowu będzie słonecznie? - zapytała Sami.
-       Nie wiem, Sami. To nie ode mnie zależy... - Westchnęła Encykopedia.
-       A od kogo?
-       Wiesz... jest taka specjalna nauka. Nazywa się METEOROLOGIA. Zajmuje się badaniem pogody. - odpowiedziała książka i zasnęła.
Chwilę potem do księgarni przyszedł bardzo przemoczony pan. Poprosił o książeczkę dla swojej trzyletniej córeczki.
-       Dobrze się składa, proszę pana. - Odpowiedziała sprzedawczyni. - Tu jest ostatni egzemplarz książki idealnej dla pana córki.
Wtedy pani wskazała właśnie Sami. Ależ ona się cieszyła! Aż zatrzepotała kartkami. W końcu marzenie sie spełniło. Będzie miała właściciela!
-        Piętnaście złotych. Teraz książka już jest pana. – Uśmiechnęła się sprzedawczyni.
Nowy właściciel zaniósł książkę do samochodu i odjechał. Sami bardzo się cieszyła i z zainteresowaniem oglądała otaczające ją obrazy. Pogoda rzeczywiście była brzydka, a pan coś burczał pod nosem...
-       Nieładnie, proszę pana, nieładnie... - Narzekała Sami.
W domu pan pokazał książkę córce, a ta bardzo się z niej ucieszyła. Bawiła się nią, rozmawiała, nosiła do przedszkola. Była zachwycona. Jednak wraz z upływem lat książce zaginały się rogi, a dziewczynka coraz mniej interesowała się swą "przyjaciółką". W końcu, gdy "mała" skończyła dziesięć lat, dostała Encyklopedię. Właśnie tę, która kilka lat temu dotrzymywała towarzystwa Sami. Sami została odłożona na półkę i zapomniana.                      
       Pewnego razu, gdy dziewczynka przypadkiem spakowała Sami do szkolnego plecaka, książka była świadkiem lekcji o ekologii. Dowiedziała się, jak dbać o Ziemię i środowisko. Pani mówiła również o MAKULATURZE. Wtedy Sami poczuła wielką ulgę, że nie zostanie spalona czy wyrzuczona na śmietnisko. W dodatku cieszyła się, że przyczyni się do powstania innej książki. "Muszę powiedzieć o tym Encyklopedii! - pomyślała. - Choć ona już o tym z pewnością wie..."
Przed szkołą dziewczynka zorientowała się, że zabrała do szkoły książkę z dzieciństwa. Dziwne, ale inaczej ją zapamiętała.
-       To dlatego plecak był taki ciężki... - pomyślała. - Ale skąd u mnie ta książka? Ja jej nie pamiętam...
-       A może to książka z biblioteki szkolnej? - podrzuciła pomysł koleżanka.
-       Nie wydaje mi się... - skrzywiła się dziewczynka – Bez okładki, bez pieczątki...
W drodze do domu dziewczynka wyrzuciła do śmietnika starą książkę. Sami była przerażona. Bała się o swoje dalsze losy.
-       Jak to się dalej potoczy? – powiedziała głośno Sami.
-       Nie będzie miło... - odpowiedziała jedna z książek, która też się tam znalazła.
-       Co masz na myśli? - Zapytała Sami.
-       Witam, jestem książką o zwierzętach, mam na imię Orli.
-       Miło cię poznać, Orli. Ja jestem Sami. Jestem tu, bo moja  właścicielka mnie już nie chce.
-       Przykro mi, Sami. Ja tu jestem, bo moja BYŁA właścicielka już poszła na studia i wyrzuciła niepotrzebne książki - przyznała Orli. - Mogę tak długo opowiadać, bo mam sporo doświadczenia, ale chyba słyszę śmieciarkę... I jedzie chyba po nas! - Krzyknęła przestraszona Orli.
-       Poczekaj! - Krzyknęła Sami. - Wymkniemy się stąd, chodź za mną. - Teraz, skacz!
Sprawnie wyskoczyły ze srzynki i uciekły. Nie zaszły daleko, bo jakaś starsza pani znalazła je na ziemi i podniosła.
-       O nie... – zmartwiła się Sami.
-       Hmm... – wzdychała starsza pani. – Ach, ta młodzież... Wyrzuca książki, bardzo nieładnie...
Po czym zaniosła je do domu.
-       Te książki są bardzo stare i zniszczone... Nawet nie mają okładek. - Powiedziała pani, siadając w swoim fotelu. - Biedactwa...
-       Co zamierzasz z nimi zrobić? – Zapytał jej mąż.
-       Nie nadają się do sprzedaży, do czytania raczej też nie, są brudne, ale... oddam je na MAKULATURĘ. – Zdecydowała.
Następnego dnia tak właśnie zrobiła. Z samego rana wstała i poszła do pobliskiej księgarni.
-       Dzień dobry! Czy mogłabym pani przekazać te dwie książki na MAKULATURĘ? - Zapytała.
-       Naturalnie, jeśli już się pani nie przydadzą, to nie ma najmniejszego problemu - odpowiedziała pani kasjerka. - Przekażę je do recyklingu.
-       Dziękuję – podziękowała pani i udała się  do sklepu spożywczego.
O dziwo to była ta sama księgarnia, w której książka zaczęła swój żywot. I jak widać go zakończy...
W wielkiej fabryce Sami pożegnała się z Orli.
-       Sami... – westchnęła Orli. - Nie przejmuj się. Nie wszystkie książki da się uratować.... Ale za to można dać im drugie życie.  Zobaczysz, będzie dobrze. Powodzenia!

       I tak skończył się żywot Sami i Orli. Encyklopedii też. Jednak niedługo potem stanęły dumnie na sklepowych półkach. I znowu czekają na swoich właścicieli. Nowe, pachnące, tylko pod innymi tytułami. Tak kończą się losy wielu tysięcy książek... Mimo to,  pamiętaj, że musisz umieć dbać o książki. Niezależnie czy to dzieło wybitnego pisarza, czy jakaś mniej ważna opowiastka. Książki przekazują wielką wiedzę, ale też przenoszą nas w świat fantazji. Poprawiają humor, czasem wzruszają i dostarczają wielu wrażeń. Najważniejsze, że o książki trzeba dbać, bo to dzięki nim umiesz pisać, czytać, zdobywasz ogromną wiedzę.




Jak to jest być książką

Aleksandra Zaremba, klasa 4b

Cześć, jestem  Robert. Opowiem wam o mojej niezwykłej przygodzie, czyli o tym, jak stałem się książką.
Kiedyś w mojej szkole był pewien chuligan, jak się pewnie domyślacie, to byłem ja… Miałem kolegów, z którymi psociłem, lecz ja byłem tym najgorszym. Pewnego dnia w naszej klasie pojawił się nowy uczeń. Wydał mi się strasznym leszczem. Sam nie wiem, czy to przez te jego pryszcze i aparat, a może przez operę, której słuchał, podczas gdy każdy z nas nucił piosenki Bruno Marsa. Może też dlatego nikt nie próbował się z nim zaprzyjaźnić.  Rzecz jasna, ja też go nie lubiłem, został moim „kozłem ofiarnym”, któremu chciałem podokuczać. Na początku nie wiedziałem nawet, jak ma na imię, lecz krótko potem nazwałem go Kubiszonem.
Pewnego dnia z kumplami wybraliśmy się do pizzerii „Pod krzywą wieżą” i kogo tam spotkaliśmy? Kubę! Kiedy tylko go zobaczyłem, podbiegłem do niego i z szyderczym uśmiechem zaprosiłem do zjedzenia z nami pizzy. Oczywiście miałem plan, który polegał na tym, że kiedy on sobie spokojnie będzie jadł, ja obleję go colą i udam, że to niechcący. Właśnie miałem przechylić szklankę i nagle… wszystko stanęło w czasie. Poruszałem się tylko ja i pewna tajemnicza pani, siedząca przy jednym ze stołów. Kobieta podeszła do mnie i powiedziała, że wie, co miałem zamiar zrobić. Zapewniała mnie, że nie jestem złym człowiekiem, ale muszę zmienić swoje zachowanie, muszę dostrzec ludzką krzywdę. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi jej w ogóle chodzi i wydawało mi się to niezwykle zabawne, ale po chwili zacząłem się kurczyć i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu stałem się… książką!
Wiem, wiem, trudno w to uwierzyć, ale ta nieznajoma kobieta sprawiła, że przemieniłem się w rzecz, której tak nie lubiłem. Nawet lektur w szkole nie czytałem, a tu nagle moja osoba była przedmiotem przeze mnie znienawidzonym. Mogła zamienić mnie w szybkie auto, jakiegoś czaderskiego robota, tylko nie w nudną książkę! Co za pech…
Na pewno nie uwierzycie, co zawierało w sobie to kilkunastostronicowe dziwactwo, którym byłem … Moje własne życie! Moje dowcipy i przykrości, które sprawiałem innym… Jednak na końcu mojej własnej historii, która urywała się w momencie mojej mającej nastąpić przemiany, był dopisek: „tę historię będzie od tej chwili tworzył ktoś inny, proszę przekaż tę książkę dalej”. No i w ten właśnie sposób zaczęła się moja wielka przygoda... 
Tajemnicza nieznajoma zabrała mnie ze sobą do domu dziecka i przekazała sierotkom. Czytała mnie piegowata Jola, pogodna Hania, piękna Kasia z długimi warkoczami oraz łobuziak Zenio, który przekazał mnie swojemu kumplowi Jaśkowi. Kiedy byłem u sierotek, zobaczyłem, jak ciężko jest żyć bez rodziny i zacząłem żałować tych wszystkich kłótni z siostrą Sandrą, rodzicami… Będąc wśród tych dzieci, zrozumiałem, że bez rodziny bym sobie nie poradził. Tak bardzo żałowałem tego, że w poniedziałek poplamiłem ulubioną bluzkę Sandry granatowym atramentem i miałem ubaw po pachy, podczas gdy ona płakała i rozpaczała.
Nie byłem długo u sierot, ponieważ jedna z nich, którą zwali Agatka Małpiatka, znalazła rodzinę zastępczą i przeprowadziłem się wraz z nią. Agatka szybko skończyła czytać tę książkę i oddała mnie do biblioteki. Szybko rozpoznałem moją szkolną bibliotekę! Długo nikt mnie nie wypożyczał, ale moja historia w książce toczyła się dalej. Myślałem, że już na zawsze zostanę książką, taką, której nikt nie czyta! Moje życie stawało się nudne. Tylko stanie na półce, zbieranie kurzu i tyle. Do czasu…
Pewnego dnia do biblioteki szkolnej przyszedł Kubiszon. Gdybym nie był książką, to pewnie bym mu dołożył, to wszystko przez niego! Teraz jedynie mogłem spaść na niego z półki... Obserwowanie mojego „kozła ofiarnego” było całkiem zabawne! Gdy mój koleżka chodził tak między półkami, szukając ciekawej lektury, wpadłem mu w ręce i, nie uwierzycie!, wypożyczył właśnie mnie. Lądując w jego plecaku, obok książki do polskiego, zastanawiałem się, jak teraz moi kumple radzą sobie beze mnie w naszej klasie. Gdy Kubiszon wracał ze mną do swojego domu, zacząłem się zastanawiać, jak wygląda jego życie. Czy on naprawdę lubi operę?!
Kiedy przed swoim domem przez przypadek wyrzucił mnie z plecaka, szukając kluczy, zobaczyłem wielką willę! Dom był naprawdę wielki i piękny. Kubiszon nigdy nam się nie chwalił… Kiedy tylko zobaczyłem jego pokój, opadła mi szczęka! Był sto razy większy od mojego i miał ściany w barwach mojego ulubionego klubu piłkarskiego FC Barcelona! Była tam też trampolina! Po chwili zobaczyłem jednak coś, co tak mi zaimponowało… był to autograf Messiego! Zanim obejrzałem cały pokój, zostałem odłożony na półkę. Wśród wielu książek w moim sąsiedztwie dostrzegłem wielki zbiór komiksów o moich ulubionych Gwiezdnych Wojnach. Zaskoczyło mnie to, bo wydawało mi się, że Kubiszon to niezły nudziarz. Może on nie jest takim leszczem, może źle go oceniłem, może Kubiszon to fajny Kuba. Jej! Dotarło do mnie, że mamy z Kubą wiele wspólnego. W jednej chwili poczułem wyrzuty sumienia, że tak bardzo mu dokuczałem. Po obiedzie Kuba zdjął mnie z półki. Kiedy zaczął czytać moją historię, zrobił taką minę, jakby dobrze znał opisaną w niej sytuację. Ku mojemu zdziwieniu szybko skończył mnie czytać, pokiwał głową i uśmiechnął się na koniec. Następnego dnia oddał mnie do biblioteki.
Kiedy znów leżałem na regale w bibliotece, zobaczyłem tę tajemniczą kobietę z pizzerii. Wydawało mi się, ze patrzyła na mnie znacznie cieplejszym i milszym wzrokiem niż przy naszym ostatnim spotkaniu. W czasie długiej przerwy przyszła do szkolnej biblioteki moja siostra Sandra! Tak jak się domyślacie, wypożyczyła właśnie mnie. Wzięła mnie do domu, do  mojego domu, tego, za którym tak mocno tęskniłem. Słysząc śmiech mojej mamy, widząc tatę z kosiarką w ogrodzie, doznałem kolejnego olśnienia. Mam kochającą rodzinę, której wiecznie przysparzałem kłopotów. Żałowałem, że z mojego powodu mama była częstym gościem w szkole, że moja siostra wylała morze łez z powodu moich żartów, a tata nigdy nie mógł liczyć na moją pomoc. Dotarło do mnie, że byłem stuprocentowym łobuzem i zapragnąłem w końcu to zmienić!  
Gdy Sandra skończyła mnie czytać, stałem się znów sobą!!!  Jaka była moja radość, gdy znów mogłem być…
Leżąc wieczorem w swoim łóżku zrozumiałem, czego nauczyła mnie moja przygoda. Będąc u Kuby zrozumiałem, że powinienem myśleć o uczuciach innych, że to, co mi wydaje się śmieszne i zabawne, innych może bardzo zranić. Postanowiłem, że już koniec z dogryzaniem innym, a Jaro i Karol, jeśli będą chcieli jeszcze się ze mną przyjaźnić, też będą musieli się zmienić.
Sierotki pokazały mi, jak bardzo ważna w moim życiu jest rodzina. Postanowiłem, że zawsze będą mogły na mnie liczyć, a Sandra nie będzie już musiała drżeć na widok młodszego brata.
Tak kończy się moja historia. Pamiętajcie, bądźcie mili i dobrzy dla innych.                                                                                                                         
                

Nietoperz o sokolim wzroku

Aleksandra Kuchta, klasa 4b

Nie ma na świecie (jak chyba wiecie) nietoperza, który potrafiłby widzieć przeróżne rzeczy. No tak... przecież jest Nietoperz Maksio. Jako jedyny potrafi zauważyć, co się wokół dzieje. Jest jedyny w swoim rodzaju i wszyscy go wyśmiewali. Aż do niedawna...
- Maksiu! Chodź na obiad! Dzisiaj gorące mrówki! To, co lubisz! Na litość boską, dlaczego płaczesz?! Powiedz mi szybko! Coś Cię uraziło?!
- Mamusiu! Gienio powiedział, że jeśli nie jestem ślepy, to nie jestem nietoperzem, a jak nie jestem nietoperzem, to nie mogę tu być, a jak nie mogę tu być, to muszę stąd wyfrunąć!
- Ależ kochanie, nie ma się co przejmować... To tylko niewinny i głupi żart! Jesteś najwspanialszym nietoperkiem na świecie, mówię Ci!
- No dobrze... Zaraz, a CO TO TAKIEGO? Mrówki?! Jak ja kocham mrówki!
 Zadowolony Maksio zjadł szybko gorące mrówki i poleciał na plac, gdzie czekał na niego jego najlepszy przyjaciel - Manio. On nigdy Maksia nie obrażał, nigdy się z niegodnie śmiał. Założyli razem TKN, czyli Tajny Klub Nietoperzy. Ich zadaniem jest pilnowanie porządku w powietrzu i pomaganie innym. Nagle zadzwonił Termit (taki specjalny telefon) i przyjaciele usłyszeli wrzaski i piski. To krzyczał ojciec Maksia, który odbywał właśnie tajną misję w dalekim świecie. Teraz potrzebował pomocy. Maksio wytężył wzrok, skoncentrował się i chwilę pozostał w bezruchu. W końcu dojrzał gdzieś bardzo daleko swojego ojca walczącego z wielkimi robotami…
- To zadanie dla Tajnego Klubu Nietoperzy! Uratujemy ten świat! - powiedział Maksio.
- Właśnie! I zrobimy to raz-ciach! - dodał Manio.
Po chwili dwa niewinne nietoperki ruszyły uratować nietoperzość (odpowiednik naszej ludzkości). Zdały sobie sprawę, że nie dadzą rady samodzielnie dolecieć aż do Nietoperzowa, skąd dochodziły wrzaski. Gdy jednak przyjaciele przypomnieli sobie, że w pobliżu tego miasta mieszka wielkiej sławy Miecio, doszli do wniosku, że warto poprosić go o pomoc. Miecio to największy i najsilniejszy nietoperz, jakiego znali. Maksio, Manio i Miecio wyruszyli w drogę, ci mniejsi na grzbiecie tego większego. Po trzech dniach lotu dolecieli wreszcie do Nietoperzowa. Od razu okrążyła ich zgraja robotów!
- Czy tutaj zawsze tak było...? - ze zdziwieniem w głosie zapytał Manio.
- No jasne, że nie! - ze strachem odpowiedział Maksio
- Ja się nimi zajmę! - z pewnością siebie oznajmił Miecio.
Miecio zaczął robić się coraz większy, większy i większy! Nie minęło pięć minut, a stał się ponad dwa razy większy niż roboty!
- Woooooooooow! - krzyknęli naraz Maksio i Manio.
 Po spotkaniu z Mieciem z robotów zostały tylko baterie i kable.
- Jak Ty to zrobiłeś?! - z podziwem zapytał Maksio.
- Właśnie! To było genialne! - krzyknął Manio.
- Zna się takie sztuczki... - dumny z siebie odpowiedział Miecio. - To nic takiego...
- Zaraz! Przecież to... Tak, to on! Nie wierzę...! – powiedział Maksio.
- Cóż się stało?! - spytał Miecio.
- Ach! To mój tata! – ze wzruszeniem wykrzyknął Maksio.
Maksio zaraz znalazł się w objęciach ojca. Tato nietoperka dziękował mu, Maniowi i Mieciowi za wsparcie i walkę ze złymi robotami.
- Mam wielkie szczęście, że Was mam... – powiedział z dumą. - A teraz wracajmy, ale najpierw zróbmy tu porządek.
Zajęło im to trzy dni, ale się opłaciło. Nietoperzowo wyglądało jak cud na ziemi. Teraz zostało tylko przelecieć trzy tysiące kilometrów i wszystko będzie jak dawniej... Trzy dni lotu dały im trochę w kość. Następnego dnia nasi bohaterowie siedzieli przy stole i opowiadali mamie, jak to w tym Nietoperzowie było...
Widzicie? Odmienni nie powinni być wyśmiewani, tylko akceptowani. To nazywa się TOLERANCJA. Przychodzi taki moment, kiedy mogą się stać bohaterami. A uratowanie Nietoperzowa to zasługa sokolego wzroku Maksia!!!

Bajki na Dzień Dziecka

Drogi Czytelniku,

w naszej szkole uczą się przyszłe poetki i pisarki:)
Trzy z nich wysłały swoje prace na konkurs "A to moja bajka właśnie...", organizowany przez Miejską Bibliotekę Publiczną we Wrocławiu oraz Biuro Wrocławskich Promocji Dobrych Książek.
Zapraszam do lektury.

Twoja bajkowa Biblioteka