poniedziałek, 5 stycznia 2015

10 lat wzwyż

Oto I rozdział książki, którą piszę. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jej tytuł to "10 lat wzwyż". Jej bohaterka - Ola - ma właśnie dziesięć lat, jest w czwartej klasie i przeżywa mnóstwo ciekawych zdarzeń. Opowiada o swojej klasie, między innymi o Zośce, Michalinie, Karze, p. Zuchorze, p. Żołnierskiej i Ance, jej najlepszej przyjaciółce. Przepraszam za błędy ortograficzne. :)


Rozdział I
"C" – pechowa litera, pechowa klasa

Cześć, jestem Ola! Chodzę do klasy IV "c", niestety. Moją wychowawczynią jest pani Jolanta Zuchora. My mówimy jednak na nią Pani Złośliwa. Według całej społeczności uczniowskiej (i mnie też) jest ona najgorszą wychowawczynią w szkole. Na taki tytuł trzeba sobie naprawdę zasłużyć.... Nie wyobrażacie sobie nawet, jaka ONA jest wredna! Trzyma nas krótko i tyle! Zobaczcie, jak wygląda mój NORMALNY dzień w szkole. 

Zacznę od przedstawienia mojego grafiku. Środa, dzień znienawidzony przeze mnie i moją klasę. Mamy siedem lekcji. Niby mało w porównaniu do VI "a", bo oni dziś mają dziesięć lekcji, ale to naprawdę dużo. Zaczynamy od trzech lekcji pod rząd z panią Zuchorą. Ale nam się trafiło... Potem niemiecki, angielski, przyroda i w-f. Lekcje zaczynamy równo o 8.00.  Równo o 8.00 jest dzwonek i o równo 8.00 Pani Złośliwa jest już w klasie. I w klasie liczy do pięciu. Jeśli w przeciągu pięciu sekund wszyscy nie zjawią się w klasie, dostaną uwagi do dziennika i notatkę do podpisania w zeszycie przez rodziców!
  • Szybko Olka, bo się spóźnimy! - zawołała mnie Anka.
  • Idę, idę! Już, czekaj! Bo plecaka zapomnę!
Gdy wbiegłyśmy, pani już liczyła sekundy. Była na trzeciej.
  • Widzisz Olka?! O mały włos... - wyszeptała Anka.
  • PIĘĆ! - powiedziała pani Zuchora i zamknęła drzwi.
  • Dzień dobry! Proszę usiąść.
  • Kogo nie ma, Marku? - zapytała pani.
  • Yyy... - zawahał się Marek. - Gosi Zabary, Michała Olesiaka i... Dawida Włocławka!
  • Chwileczkę... - powiedziała Pani Złośliwa. - Raz, dwa, trzy, cztery...
  • Jest 20 osób! A powinno być 21! - krzyknęła. - Jest was ogółem w klasie  24 osoby. Odjąć trzy zostaje 21, a widzę 20!
  • Kogo jeszcze nie ma?
Zapadła głęboka cisza... Wszyscy wiedzieli, że nie ma Zośki, najfajniejszej dziewczyny w klasie. Ona wyjątkowo podpadła pani Zuchorze. Od początku roku ma pełno jedynek, nie wiadomo za co. A teraz jej nie ma. Pani Złośliwa nie zgadywała, kogo nie ma, czekała aż ktoś się zgłosi i powie. Cisza... Po piętnastu minutach lekcji pani oznajmiła, że nie będzie więcej marnować czasu i że temu, kto odpowie, wstawi pięć szóstek. Takiej okazji nawet sama Zośka by nie przepuściła. Pani Zuchora rzadko stawia oceny. Jest już grudzień, a ja od września dostałam tylko trzy oceny. Przed Świętami Bożego Narodzenia kończy się półrocze. Dobrze by było dostać dobrą ocenę na półrocze. Ale czy jest to warte zdradzenia przyjaciółki? Pewnie połowa klasy, bo raczej tylko połowa słuchała, się nad tym zastanawiała. Ale nie Micha. Michalina. Jest najlepszą przyjaciółką Zośki. Siedzi zaraz przy drzwiach.

W tym samym czasie... Do drzwi podbiega zasapana Zośka. To logiczne, że nie wchodzi do klasy, tylko zagląda przez dziurkę od klucza. Słyszy, że pani Zuchora znowu powtarza stawkę za jej wydanie. "Jestem skończona!" - pomyślała Zośka. Za taką stawkę nawet ja bym siebie wydała...  Nagle zobaczyła, że Micha podnosi rękę. "Micha!,Micha!", "Nie rób tego!" - szeptała przez dziurkę od klucza. Micha odwróciła się w stronę drzwi i odwróciła znowu twarzą do pani. Wreszcie pani ją zobaczyła.
  • No nareszcie! - krzyknęła pani. - Więc?
  • Jjja chciałam iśććć doo toalleety.... - wyjąkała z siebie Micha.
  • Ach tak? - zapytała pani? - Mmm... niech ci będzie, idź! Może przy okazji się na nią natkniesz, kimkolwiek ona jest... i Micha poleciała za drzwi. Złapała Zośkę za rękę i wyprowadziła za zakręt korytarza.
  • Co z tobą Zośka?! - krzyknęła.
 - Ech... Głupio trochę... Zaspałam! - powiedziała. Obudziłam się, gdy było sześć minut do 8.00. Nie zdążyłabym w tym czasie się ubrać, umyć, uczesać, zjeść śniadanie, zamknąć dom i przyjść. Ja mieszkam dwa kilosy od szkoły!
  • Och Zośka... - powiedziała Micha.
  • Dostaniesz  naganę albo, albo gorzej – jedynkę! I co zrobisz?
- Nie będę na tej lekcji. Pójdę do klasy IV "a". Tam uczy pani Żołnierska, ona jest łagodna i miła. Przyjmie mnie z otwartymi rękoma- powiedziała Zośka. I tak też się stało. Zanim jednak tam dotarła, dziewczyny  złapała  sprzątaczka.
  • Ej, ej, ej! Co wy tu robicie, hmm? - zapytała złowrogim głosem. Już do klasy, bo powiem dyrekcji, że się szwendacie podczas lekcji po korytarzu! Machnęła mopem i odeszła. Pani Żołnierska posadziła Zośkę w pierwszej ławce.
- Słuchaj uważnie! Na pewno przerabiacie ten sam temat, bo mój program nauczania i pani Zuchory jest identyczny - powiedziała nauczycielka. Ależ ona miała anielski głos... Można by się wsłuchiwać w niego godzinami i żal było przestawać. Ale po chwili zadzwonił dzwonek i Zośka wyszła z klasy. Nie wiecie, jaka była przerażona i smutna podczas przerwy.
  • Oj,  Zocha! - powiedział Hubert. - Masz przechlapane!
  • Wiem... - jęknęła. Po chwili Pani Złośliwa podeszła do Zośki.     
  •  - Dziecko! Co ty masz w tej głowie, to ja nie wiem! - krzyknęła - Ile jedynek! Nigdy, w całej  mojej historii nauczania tyle ich nie było! Nigdy!
  • Za krótka historia... - stwierdziła Zocha. - Zetknie się pani jeszcze z niejedną taką jak ja, albo i gorszą, zapewniam...
  • Hmmm.. naprawdę?! - wrzasnęła złośliwie Zuchora.
  • Przrzrzeee... przepraszam... Ale to nic nie dało. Mina pani Zuchory mówiła za nią samą. Wyglądała jak gradowa chmura! Na szczęście, właśnie wychodziła z klasy pani Żołnierska i opowiedziała jej jak to z Zośką było. Gdyby nie to,  byłoby niezłe piekło. Po rozmowie z panią Żołnierską, Pani Złośliwa odeszła do pokoju nauczycielskiego. Po cichu szeptała do siebie : "Co za czasy, zwariować można z tą młodzieżą".  Zośka natomiast chyba na zawsze oduczyła się spóźniania na lekcje. Karą dla niej  nie była jedynka, ale  nagana w postaci nadgodzin z pedagogiem w szkole i zakaz wyjazdu na lodowisko. Szkoda...