poniedziałek, 1 czerwca 2015

Nietoperz o sokolim wzroku

Aleksandra Kuchta, klasa 4b

Nie ma na świecie (jak chyba wiecie) nietoperza, który potrafiłby widzieć przeróżne rzeczy. No tak... przecież jest Nietoperz Maksio. Jako jedyny potrafi zauważyć, co się wokół dzieje. Jest jedyny w swoim rodzaju i wszyscy go wyśmiewali. Aż do niedawna...
- Maksiu! Chodź na obiad! Dzisiaj gorące mrówki! To, co lubisz! Na litość boską, dlaczego płaczesz?! Powiedz mi szybko! Coś Cię uraziło?!
- Mamusiu! Gienio powiedział, że jeśli nie jestem ślepy, to nie jestem nietoperzem, a jak nie jestem nietoperzem, to nie mogę tu być, a jak nie mogę tu być, to muszę stąd wyfrunąć!
- Ależ kochanie, nie ma się co przejmować... To tylko niewinny i głupi żart! Jesteś najwspanialszym nietoperkiem na świecie, mówię Ci!
- No dobrze... Zaraz, a CO TO TAKIEGO? Mrówki?! Jak ja kocham mrówki!
 Zadowolony Maksio zjadł szybko gorące mrówki i poleciał na plac, gdzie czekał na niego jego najlepszy przyjaciel - Manio. On nigdy Maksia nie obrażał, nigdy się z niegodnie śmiał. Założyli razem TKN, czyli Tajny Klub Nietoperzy. Ich zadaniem jest pilnowanie porządku w powietrzu i pomaganie innym. Nagle zadzwonił Termit (taki specjalny telefon) i przyjaciele usłyszeli wrzaski i piski. To krzyczał ojciec Maksia, który odbywał właśnie tajną misję w dalekim świecie. Teraz potrzebował pomocy. Maksio wytężył wzrok, skoncentrował się i chwilę pozostał w bezruchu. W końcu dojrzał gdzieś bardzo daleko swojego ojca walczącego z wielkimi robotami…
- To zadanie dla Tajnego Klubu Nietoperzy! Uratujemy ten świat! - powiedział Maksio.
- Właśnie! I zrobimy to raz-ciach! - dodał Manio.
Po chwili dwa niewinne nietoperki ruszyły uratować nietoperzość (odpowiednik naszej ludzkości). Zdały sobie sprawę, że nie dadzą rady samodzielnie dolecieć aż do Nietoperzowa, skąd dochodziły wrzaski. Gdy jednak przyjaciele przypomnieli sobie, że w pobliżu tego miasta mieszka wielkiej sławy Miecio, doszli do wniosku, że warto poprosić go o pomoc. Miecio to największy i najsilniejszy nietoperz, jakiego znali. Maksio, Manio i Miecio wyruszyli w drogę, ci mniejsi na grzbiecie tego większego. Po trzech dniach lotu dolecieli wreszcie do Nietoperzowa. Od razu okrążyła ich zgraja robotów!
- Czy tutaj zawsze tak było...? - ze zdziwieniem w głosie zapytał Manio.
- No jasne, że nie! - ze strachem odpowiedział Maksio
- Ja się nimi zajmę! - z pewnością siebie oznajmił Miecio.
Miecio zaczął robić się coraz większy, większy i większy! Nie minęło pięć minut, a stał się ponad dwa razy większy niż roboty!
- Woooooooooow! - krzyknęli naraz Maksio i Manio.
 Po spotkaniu z Mieciem z robotów zostały tylko baterie i kable.
- Jak Ty to zrobiłeś?! - z podziwem zapytał Maksio.
- Właśnie! To było genialne! - krzyknął Manio.
- Zna się takie sztuczki... - dumny z siebie odpowiedział Miecio. - To nic takiego...
- Zaraz! Przecież to... Tak, to on! Nie wierzę...! – powiedział Maksio.
- Cóż się stało?! - spytał Miecio.
- Ach! To mój tata! – ze wzruszeniem wykrzyknął Maksio.
Maksio zaraz znalazł się w objęciach ojca. Tato nietoperka dziękował mu, Maniowi i Mieciowi za wsparcie i walkę ze złymi robotami.
- Mam wielkie szczęście, że Was mam... – powiedział z dumą. - A teraz wracajmy, ale najpierw zróbmy tu porządek.
Zajęło im to trzy dni, ale się opłaciło. Nietoperzowo wyglądało jak cud na ziemi. Teraz zostało tylko przelecieć trzy tysiące kilometrów i wszystko będzie jak dawniej... Trzy dni lotu dały im trochę w kość. Następnego dnia nasi bohaterowie siedzieli przy stole i opowiadali mamie, jak to w tym Nietoperzowie było...
Widzicie? Odmienni nie powinni być wyśmiewani, tylko akceptowani. To nazywa się TOLERANCJA. Przychodzi taki moment, kiedy mogą się stać bohaterami. A uratowanie Nietoperzowa to zasługa sokolego wzroku Maksia!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz