czwartek, 27 czerwca 2013

Dobranoc

Drodzy Czytelnicy,

niedźwiedzie zapadają w sen zimowy, a ja zwykle zapadam w sen letni.

Bardzo Wam dziękuję za inspirujące rozmowy, zabawy i wygłupy, wspólne słuchanie muzyki.
Życzę cudownych wakacji i czekam na kartki z dalekich podróży:)

Do zobaczenia we wrześniu!

Dobranoc, Wasza Biblioteka

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Całkiem nowa historia

Całkiem nowa historia
Dawno, dawno temu, kiedy na świecie roiło się od księżniczek, złych wilków, wielkich wielorybów, a architekci projektowali tylko zamki… Niestety, to nie o tym będzie moja opowieść. Ja opowiem wam naprawdę, jak to było na świecie. Muszę więc oficjalnie przeprosić wszystkie małe dziewczynki i chłopców za brednie o Królewnie Śnieżce, Kopciuszku, Czerwonym Kapturku. Cofnijmy się w czasie i przenieśmy do pewnej wioski, która leży wiele mil stąd....
– Powiedz mi, kim była moja matka. Obiecałeś, że jak będziemy blisko strącenia z tronu Almixa, powiesz mi wszystko – prosił Andreixa niski chłopiec z jasnymi włosami. Andreix był jednym z najpotężniejszych magów, niestety przeszedł na drogę zła. Niepokojące plotki na jego temat słychać było w całej krainie Złotej Pustyni.
– Najważniejsze jest to, kim jesteś ty – powiedział poważnym tonem mag.
Peter nie wiedział niczego o swojej matce. Choć miał dopiero jedenaście lat, uczył się czarnej magii.
Pewnego razu zauważył w lesie wysoką, czarnowłosą dziewczynę, która w skupieniu podnosiła telepatycznie wielki głaz. Peter zdziwił się bardzo.
– Kim jesteś? – spytał. Zaskoczona dziewczyna upuściła kamień i spojrzała na niego niebieskimi oczyma.
  Jestem Endira, córka króla krainy Złotej Pustyni i nie życzę sobie, żeby ktoś do mnie tak mówił – prychnęła.  
– On jest łajdakiem, a jeśli jesteś jego córką, to na pewno jesteś jeszcze gorsza niż on! –krzyknął.
– Co ty sobie wyobrażasz? Mój ojciec jest najlepszym władcą, jakiego widział świat. A ty kim niby jesteś?
– Jestem Peter, syn Andreixa.
– Ten Peter? Twoją matką jest córka siostry mojego ojca. Twój ojciec Andreix przeszedł na złą ścieżkę, zabrał cię twojej matce.
– Kłamiesz! – krzyczał Peter.
– Wiem, że jest ci ciężko, ale taka jest prawda. Ucieknij ze mną – powiedziała spokojnie Endira.
Peter na początku nawet nie chciał jej słuchać, ale w końcu się zgodził.
Szli przez gęsty las.
– Jesteśmy niedaleko naszego obozu – przerwała ciszę dziewczyna.
Gdy dotarli na skraj małej polany, zobaczyli wypalający się ogień. Króla nigdzie nie było. Endira zamyśliła się:
– Tato nigdy by mnie tu nie zostawił...  Może to było porwanie? A może czarne gobliny? Musimy pójść do przyjaciela mojego ojca, elfa Kinida. Endira zdjęła z palca złoty pierścień i wypowiedziała zaklęcie:
– Przenieś nas do Kinida. Twa moc jest wielka.
            W jednej chwili znaleźli się w chacie elfa.
– Witaj, Kinidzie. Jestem Endira, córka króla Almixa. Przychodzę tu, by prosić cię o pomoc.
Gospodarz poczęstował gości herbatą, a księżniczka opowiedziała mu całą historię.
– Znam tę historię lepiej niż wy. Teraz trzeba wymyślić, jak uwolnić twojego ojca. Czarne gobliny są potężne, a jeśli kieruje nimi ktoś, kto ma wrogie zamiary...
            Było już późno i elf zaproponował gościom nocleg.
            Następnego ranka Peter i Endira wyruszyli do fortecy goblinów. Kinid podarował im jeden ze swych pergaminów. Pewnego dnia w czasie wędrówki Peter usłyszał jakiś szelest i zobaczył pośród drzew czarną plamę, potem drugą, trzecią, coraz więcej czarnych plam… Z gąszczu wybiegły gobliny i zaczęły okrążać Endirę. Gryzły ją i szarpały. W końcu zaczęły nieść ją ku wąskiej ścieżce. Peter był bezsilny, nie znał żadnych zaklęć i nie wiedział dokładnie, gdzie jest ich forteca. Przypomniał sobie o pergaminie i przeczytał tajemniczą wiadomość: ,,Mój przyjacielu, w razie kłopotów pomóż mu. To Potomek.” Do kogo była skierowana ta wiadomość? Peter poczuł, że ma coś w kieszeni, był to list:
     Drogi P.
     Pewien elf Ci pomoże. Wystarczy, że powiesz ,,Ahr ihr hru”, a on się zjawi. Pokaż mu mój pergamin. Wiem, że ciągle masz wątpliwości. Ja na Twoim miejscu poszedłbym do Twego ojca i go zabił.
Twój przyjaciel
            Peter uczynił, jak elf mu nakazał. Gdy tylko wymówił magiczne zaklęcie, obok niego pojawiła się elfka Selene, ubrana w zwiewną, niebieską suknię. Peter dał jej pergamin i poprosił o pomoc.
– Co ci doradził Kinid? – spytała Selene.
– Powiedział, że powinienem zabić mojego ojca.
– A co ty chcesz zrobić?
– Zabiję go dla Endiry – powiedział Peter i zaczął płakać.
– Napiszę ci na kartce słowa, których ubędziesz musiał użyć – powiedziała stanowczo Selene. –  Pójdziesz do ojca. Musisz udawać skruchę.
Później na kartce zapisała parę śmiercionośnych słów.
Gdy Peter wszedł do domu, Andreix siedział pochylony nad stołem i coś pisał. Gdy zobaczył syna, wrzasnął:
– Zdradziłeś mnie!
– Ahiri huri iri! – wykrzyknął Peter i zobaczył, jak  jego ojciec upada na podłogę.
– On był zły! Zły! To na pewno on wynajął czarne gobliny! – próbował wytłumaczyć sobie swój czyn Peter, po czym upadł na kolana.
            Nagle usłyszał kojącą pieśń elfki:
Co ten dzień nam dał?
Co nam zabrał?
Co dał?
Czy to, co utracone, kiedyś powróci?
Nie wiadomo nic, tylko księżyc spokojnie śni
Nie wiedząc, że tu na dole błąkamy się my
Nie będzie tak jak dawniej
Nie będzie tych samych gwiazd
A księżyc, który spokojnie spał, wyruszy w kolejną podróż dookoła świata
Tak różnego, tak innego
Niż widzieli go przodkowie nasi
Co ten dzień nam dał?
Co nam zabrał?
                 Gdy Peter spał, Selene przejrzała papiery Andreixa. Okazało się, że to on kazał goblinom uwięzić Almixa. Peter i Selene musieli im pomóc, postanowili z samego rana wyruszyć na Bukową Górę, gdzie miała odbyć się transakcja. Gdy dotarli na miejsce, usiedli, by odzyskać siły.
– Wczoraj uzgodniliśmy, że ja będę schowana tam – elfka wskazała ręką drzewa po północnej stronie góry – Ty będziesz zagadywał gobliny i nagle, niby przypadkiem, wypadnie ci z rąk sakiewka ze złotem. Gobliny kochają złoto, więc będą zdenerwowane. Wtedy ja unieszkodliwię tylną straż…
            Gdy gobliny przybyły na miejsce, Peter wyjaśnił im, że przysyła go jego ojciec. Zgodnie z umową chłopiec upuścił sakiewkę. Usłyszał szept Selene, która wypowiadała zaklęcie unieszkodliwiające złe moce. Gobliny zaczęły padać na ziemię. Selene i Peter rozpoczęli walkę. Jeden z goblinów rzucił się na elfkę, na szczęście Peter w porę to zauważył  i zabił go śmiercionośnymi słowami. Goblin jednak zdążył rozedrzeć elficy plecy. Chłopiec zauważył dużo niebieskiej krwi. Szybko podbiegł do przyjaciółki i zaprowadził ją pod pobliskie drzewo.
– Został tylko jeden goblin do pokonania. Uda ci się, jesteś Potomkiem – powiedziała Selene i straciła przytomność.
            Peter musiał ocalić Endirę i jej ojca. Rozpoczęła się ostateczna walka. Goblin nie dawał za wygraną, a chłopiec tracił siły. Nagle przypomniał sobie jakieś zaklęcie, którego nauczył go ojciec, i krzyknął:
Egrh iju! – wiedział, że to magiczne słowa, ale nie wiedział, co znaczą. Zamknął oczy, a gdy je otworzył, okazało się, że goblin zniknął.
          Po chwili Peter zobaczył Andreixa i Endirę, wolnych i szczęśliwych. Obok nich szedł Kinid. Elf podszedł do leżącej pod drzewem elfki. Skontaktował się z nią telepatycznie.
 Miło cię widzieć, Kinidzie.
 Selene – szepnął – czemu się nie budzisz?
– Próbowałam, ale goblin, który na mnie skoczył, miał truciznę pod pazurami. Zostaw mnie tu, gdzie leżę, polubiłam ten piękny widok. Chyba tutaj umrę. To jest cena miłości do Potomka…
            Król i Kenid zabrali krwawiącego Petera do domu elfa. Gdy się ocknął, zobaczył nad sobą promienną twarz Endiry:
Czyli mi się udało... – ucieszył się.
Katarzyna Pawłowicz

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Hania, Franek i zaczarowany fortepian

W małym miasteczku przy ulicy Truskawkowej, w dużej i pięknej willi, mieszkała sobie bardzo bogata rodzina Zakręconych. Ojciec Jan był znanym muzykiem, matka zaś dyrektorem w filharmonii. Małżeństwo miało dwoje dzieci, córkę Hanię i syna Franka. Dzieci były bardzo utalentowane.
- Franek – pewnego razu zagadnęła brata Hania – wiesz…
- Co wiesz? No mów!
- Chciałabym uczyć się grać na fortepianie.
- Hmm…– zamyślił się Franek – ale ty masz przecież już swój instrument.
- Skrzypce mi się znudziły, a poza tym nie mam do nich słuchu.
- Jak chcesz, ale mi się wydaje, że już nie wiesz, co masz robić, grałaś przecież na tylu instrumentach i wszystkie ci się znudziły.
- Dobra, bądź już cicho, idę do taty.
Hania weszła do ogromnego salonu pomalowanego na zielono. Był to największy pokój w całym domu, znajdowała się w nim ogromna i brązowa półka, na której stało bardzo dużo książek. Rodzina Zakręconych uwielbiała czytać. Na środku pokoju stał fotel, na którym ojciec Hani czytał gazetę.
- Tato? – spytała się Hania.
- Słucham, córeczko.
- Chciałabym uczyć się grać na fortepianie.
- Ale przecież uczysz się grać na skrzypcach – zdziwił się tato – A poza tym grałaś już na tylu instrumentach…
- Wiem, ale obiecuję, że fortepian mi się nigdy nie znudzi. Proszę, proszę, proszę. . .
- No dobrze, ale pamiętaj, co mi obiecałaś.
- Dziękuję, jesteś najlepszym tatusiem na świecie. Kocham cię!
Po rozmowie z tatą Hania od razu pobiegła do swojego pokoju, aby przygotować się do jutrzejszych zajęć w szkole muzycznej. Dziewczynka dowiedziała się bardzo dużo na temat gry na fortepianie. Na drugi dzień w szkole była bardzo uważna i słuchała poleceń pani. Już na pierwszej lekcji potrafiła zagrać gamę C-dur. Po powrocie do domu była tak zmęczona, że od razu poszła spać. Następnego dnia obudził ją jakiś hałas. Postanowiła sprawdzić, co to. Gdy weszła na drugie piętro, zobaczyła rodziców i Franka, śpiewających „Sto lat”.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedziała mama.
- Och, zapomniałam o nich! – krzyknęła Hania. – Byłam tak zajęta nauką gry na fortepianie w szkole…
- Á propos fortepianu – powiedział ojciec – mamy dla ciebie prezent.
Ojciec zaprowadził Hanię na strych, gdzie żadne z dzieci nie mogło wchodzić, ponieważ było tam wiele niebezpiecznych rzeczy.
- Tato! Dziękuję, że kupiłeś mi fortepian.
- Bardzo proszę, córeczko. Tylko pamiętaj, masz pilnie ćwiczyć.
- Oczywiście!
Od tej pory Hania codziennie siadała do fortepianu i bardzo sumiennie ćwiczyła. Mijały tygodnie, a ona nadal grała. Pewnego razu, gdy dziewczynka zwracała szczególną uwagę na dynamikę i artykulację, z instrumentem zaczęło dziać się coś dziwnego. Fortepian zaczął sam grać, a później wstał, chodził, tańczył i  robił różne dziwaczne rzeczy.
- Franek! – krzyknęła zaniepokojona Hania – Chodź tu szybko!
- O rany! – krzyknął przerażony Franek – Co się tu dzieje?
- To jest chyba jakiś zaczarowany fortepian! Jejku! Za tobą jest tornado!
 Ono mnie wciągaaa! Pomocy!!!
 – Trzymaj się mnie mocno! –  krzyknęła Hania, ale tornado zdążyło już porwać dzieci i fortepian.
Po piętnastu minutach latania rodzeństwo znalazło się w biało-czarnym, ponurym świecie.      
– Franek, gdzie my jesteśmy? –  krzyknęła przerażona Hania.
- W Strefie Niebezpieczeństwa.
- Kto to powiedział? – wyszeptał Franek.
 – Ja. Król tej Strefy i najlepszy pianista na świecie.
 – Nie wierzę – powiedziała Hania.
- Chcesz się przekonać?
- Tak.
- To przyjdź jutro na wzgórze. Obok starej jabłoni stoi mój pałac. Przekonamy się, kto gra lepiej.
 – Dobrze – odpowiedziała nieświadoma niczego dziewczynka.
Gdy król odszedł, rozwścieczony Franek krzyknął:
 Hanka, coś ty narobiła! Jutro zmierzysz się z najlepszym pianistą świata. A co, jeśli przegrasz? Co on nam wtedy zrobi, jaką karę wymierzy?
- Ale ja nie chciałam, po prostu poniosło mnie trochę…
- Nie przepraszaj mnie, jak chcesz dalej żyć, to lepiej coś wymyśl!
            Dzieci znalazły się w ogromnym niebezpieczeństwie, nie wiedziały, co zrobić. Aż nagle odezwał się do nich fortepian i obiecał, że im pomoże, ale dzieci nie uwierzyły mu. W końcu nadeszła noc i rodzeństwo zasnęło przytulone do siebie w lesie.
            Następnego dnia Hania i Franek przyszli do pałacu króla. Nie zabrali ze sobą fortepianu. Instrument wyczuł niebezpieczeństwo i postanowił śledzić dzieci. Pałac króla był biało-czarny. Miał on wieże, dużo okien, a na balkonach całą masę białych i czarnych kwiatów doniczkowych.
            Gdy dzieci weszły do środka przez ogromne drzwi, zobaczyły mnóstwo komnat. Na korytarzach wisiały portrety przodków króla Strefy Niebezpieczeństwa.
- Ale tu pięknie – westchnęła Hania.
- No proszę, jednak przyszliście – zdziwił się król – Jestem zdziwiony, że przyjęłaś wyzwanie – zwrócił się do Hani.
- O co będziemy walczyć? – zapytała Hania.
– Powiem wam po naszym starciu.
Franek spojrzał ze strachem na siostrę, zauważył jednak, że stoi dumna i skoncentrowana, i nieco mu ulżyło. Król zaprowadził dzieci do jednej z komnat. Na starej drewnianej ławce zasiadali sędziowie.
– Możemy zaczynać?
- Tak. Kto pierwszy? – spytała się Hania.
– Może ja.
– Dobrze.
            Gdy król skończył grać, nadeszła kolej Hani. Bardzo się bała, ale postanowiła dać z siebie  wszystko. Zagrała utwory Jana Sebastiana Bacha, Józefa Haydna i Fryderyka Chopina. Po naradzie sędziów okazało się, że król zagrał lepiej.
– Wygrałem, wygrałem! – krzyknął król – Teraz muszę ciebie jakoś ukarać. Już wiem! Za swą pychę stracisz słuch!
- Nie! Proszę! Tylko nie to!
- Zakład to zakład.
Król rzucił na dziewczynkę straszne zaklęcie i Hania nagle stała się głucha. Zrozpaczony Franek błagał króla:
– Proszę, przywróć słuch mojej siostrze… Bardzo ją kocham i nie mogę patrzeć na jej cierpienie…
– No dobrze, w takim razie ty się ze mną zmierzysz!
– Ja? Ale przecież ja nie umiem grać na fortepianie… –  zasmucił się Franek.
Zadowolony z siebie król wyszedł z komnaty, a Franek zaczął płakać.
- Pomogę wam – usłyszał cichy głos.
– Kto to powiedział? – odparł chłopiec.
- Ja, zaczarowany fortepian Hani. Posłuchaj, gdy nadejdzie twoja kolej grania, usiądziesz na krześle i będziesz udawał, że grasz. Musisz tylko zapytać się króla, czy mógłbyś zagrać na swoim fortepianie.
Król wyśmiał chłopca, bo wiedział, że jego własny fortepian jest najlepiej nastrojony na świecie. Pozwolił zagrać Frankowi na zwykłym starym fortepianie. Po naradzie sędziów okazało się, że tym razem wygrał Franek i król musiał przywrócić Hani słuch.
– Hurra! – krzyknęła Hania – Udało ci się, braciszku.
– To zasługa twojego fortepianu – rzekł Franek.
Po swojej wielkiej porażce król Strefy Niebezpieczeństwa musiał odesłać dzieci wraz z ich fortepianem do domu. Hania i Franek z wypiekami na twarzach opowiedzieli rodzicom o swojej przygodzie, ale rodzice, jak to dorośli, nie uwierzyli w ani jedno ich słowo…
           
            Karolina Marciniak

wtorek, 4 czerwca 2013

Wiersze naszych uczniów

Oto wiersze napisane w języku angielskim przez Waszych kolegów i koleżanki w konkursie. Wszyscy laureaci otrzymali nagrody za swoją twórczość :) Miłej lektury :D.


Poem

I'm interested in everything around.
Games, computer and school.
It isn't this bad.
But you have to learn every day.

                                  Damian Jaworski, kl. II b

Poem

My mum is beautiful
My dad is cool
My sister is funny
I love eating honey
I have two nice dogs
I scared big green frogs

                                  Wiktoria Kosowicz, kl. II b

What's in my room

There's a desk near the door.
There's a plant on the floor.
There's a car near the ball.
There's a clock on the wall.

                                  Dariusz Pachucki, kl. VI b

Night

I go to my bed,
and I must sleep.
But my walls are red,
they won't let me dream.

I'm counting the sheep,
and drinking hot milk.
I want eat some crisps,
but mum will see me.

My mum look at me,
and says quite loudly:
"It's midnight my dear,
why are you not sleep?"

I cannot sleep,
the walls won't let me.
But you know what, mum?
I'm tired now.

                                Emil Milewski, kl. VI c

Poem

Every mother has overtime
Needlewoman
Laundress
Servant maid
Teaching assistant
Solicitor
Financier
Friend
Or pal
Cook
Mother has each faculty as
an ace up her sleeve
She's like an oracle
Decides about everything
And as payment and salary
She gets kisses

                              Katarzyna Pawłowicz, kl. VI c

Wszystkim laureatom jeszcze raz gratuluję. :D


sobota, 1 czerwca 2013

Krajobrazy dzieciństwa

Dla dzieci z okazji Dnia Dziecka - wiersz Krajobrazy dzieciństwa

                                                 Krajobrazy dzieciństwa

                                        Krajobrazy bywają górzyste
                                        I pustynne
                                        Ale dzieci nie patrzą co jest za oknem
                                        Tylko na ludzi
                                        Na zachowania ich
                                        I czy można się z nimi bawić czy nie
                                        Na to czy są tam kamyki czy nie
                                                                  
Kasia Pawłowicz