niedziela, 17 listopada 2013

Władcy Solanny. Prolog

Prolog

   Salazar spojrzał na swoich więźniów. Kobieta i mężczyzna... A gdzie bachor?! Rozejrzał się uważnie po celi, nigdzie nie dostrzegł jednak niemowlaka zawiniętego w beciki.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął. Kobieta straciła przytomność, była wyczerpana, mężczyzna tylko wzdrygnął się, ale i tak odpowiedział:
- Gdzieś, gdzie jej nie znajdziesz! - rzekł cichym, dźwięcznym głosem, zupełnie odmiennym od głosu Salazara, skrzekliwego i piskliwego.
- Pożałujesz tego! Ty i twoja żona, Tellanie, i wasza córka, kiedy ją znajdę! A znajdę na pewno - ostatnie zdanie powiedział ciszej, wręcz złowrogo.
- Nie byłbym tego taki... - zaczął Tellan, ale przerwał mu mężczyzna w czerni.
- Milcz! Dokonam tego, co zaplanowałem przed wielu laty, bracie - ostatnie słowo powiedział niemal ze wstrętem.
- Co? Wstydzisz się młodszego brata? - zapytał młodzieniec, który najwyraźniej wyczuł wstręt w głosie Salazara. - Nie chcesz mieć niczego wspólnego z rodziną, odkąd ją opuściłeś? - w jego głosie pobrzmiewała lekka kpina.
- Powiedziałem MILCZ! - Zaraz się dowiem, gdzie ona jest - spojrzał Tellanowi głęboko w oczy, chciał odczytać jego myśli...
- Niczego nie znajdziesz, ani u mnie, ani u Ilori. Przekazaliśmy to wspomnienie temu, kto ją ukrył, nie pamiętam nawet komu.
   Zobaczył jeszcze, jak Salazar zgrzytał zębami, wychodząc. Potem nic. Stracił przytomność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz