poniedziałek, 10 czerwca 2013

Hania, Franek i zaczarowany fortepian

W małym miasteczku przy ulicy Truskawkowej, w dużej i pięknej willi, mieszkała sobie bardzo bogata rodzina Zakręconych. Ojciec Jan był znanym muzykiem, matka zaś dyrektorem w filharmonii. Małżeństwo miało dwoje dzieci, córkę Hanię i syna Franka. Dzieci były bardzo utalentowane.
- Franek – pewnego razu zagadnęła brata Hania – wiesz…
- Co wiesz? No mów!
- Chciałabym uczyć się grać na fortepianie.
- Hmm…– zamyślił się Franek – ale ty masz przecież już swój instrument.
- Skrzypce mi się znudziły, a poza tym nie mam do nich słuchu.
- Jak chcesz, ale mi się wydaje, że już nie wiesz, co masz robić, grałaś przecież na tylu instrumentach i wszystkie ci się znudziły.
- Dobra, bądź już cicho, idę do taty.
Hania weszła do ogromnego salonu pomalowanego na zielono. Był to największy pokój w całym domu, znajdowała się w nim ogromna i brązowa półka, na której stało bardzo dużo książek. Rodzina Zakręconych uwielbiała czytać. Na środku pokoju stał fotel, na którym ojciec Hani czytał gazetę.
- Tato? – spytała się Hania.
- Słucham, córeczko.
- Chciałabym uczyć się grać na fortepianie.
- Ale przecież uczysz się grać na skrzypcach – zdziwił się tato – A poza tym grałaś już na tylu instrumentach…
- Wiem, ale obiecuję, że fortepian mi się nigdy nie znudzi. Proszę, proszę, proszę. . .
- No dobrze, ale pamiętaj, co mi obiecałaś.
- Dziękuję, jesteś najlepszym tatusiem na świecie. Kocham cię!
Po rozmowie z tatą Hania od razu pobiegła do swojego pokoju, aby przygotować się do jutrzejszych zajęć w szkole muzycznej. Dziewczynka dowiedziała się bardzo dużo na temat gry na fortepianie. Na drugi dzień w szkole była bardzo uważna i słuchała poleceń pani. Już na pierwszej lekcji potrafiła zagrać gamę C-dur. Po powrocie do domu była tak zmęczona, że od razu poszła spać. Następnego dnia obudził ją jakiś hałas. Postanowiła sprawdzić, co to. Gdy weszła na drugie piętro, zobaczyła rodziców i Franka, śpiewających „Sto lat”.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedziała mama.
- Och, zapomniałam o nich! – krzyknęła Hania. – Byłam tak zajęta nauką gry na fortepianie w szkole…
- Á propos fortepianu – powiedział ojciec – mamy dla ciebie prezent.
Ojciec zaprowadził Hanię na strych, gdzie żadne z dzieci nie mogło wchodzić, ponieważ było tam wiele niebezpiecznych rzeczy.
- Tato! Dziękuję, że kupiłeś mi fortepian.
- Bardzo proszę, córeczko. Tylko pamiętaj, masz pilnie ćwiczyć.
- Oczywiście!
Od tej pory Hania codziennie siadała do fortepianu i bardzo sumiennie ćwiczyła. Mijały tygodnie, a ona nadal grała. Pewnego razu, gdy dziewczynka zwracała szczególną uwagę na dynamikę i artykulację, z instrumentem zaczęło dziać się coś dziwnego. Fortepian zaczął sam grać, a później wstał, chodził, tańczył i  robił różne dziwaczne rzeczy.
- Franek! – krzyknęła zaniepokojona Hania – Chodź tu szybko!
- O rany! – krzyknął przerażony Franek – Co się tu dzieje?
- To jest chyba jakiś zaczarowany fortepian! Jejku! Za tobą jest tornado!
 Ono mnie wciągaaa! Pomocy!!!
 – Trzymaj się mnie mocno! –  krzyknęła Hania, ale tornado zdążyło już porwać dzieci i fortepian.
Po piętnastu minutach latania rodzeństwo znalazło się w biało-czarnym, ponurym świecie.      
– Franek, gdzie my jesteśmy? –  krzyknęła przerażona Hania.
- W Strefie Niebezpieczeństwa.
- Kto to powiedział? – wyszeptał Franek.
 – Ja. Król tej Strefy i najlepszy pianista na świecie.
 – Nie wierzę – powiedziała Hania.
- Chcesz się przekonać?
- Tak.
- To przyjdź jutro na wzgórze. Obok starej jabłoni stoi mój pałac. Przekonamy się, kto gra lepiej.
 – Dobrze – odpowiedziała nieświadoma niczego dziewczynka.
Gdy król odszedł, rozwścieczony Franek krzyknął:
 Hanka, coś ty narobiła! Jutro zmierzysz się z najlepszym pianistą świata. A co, jeśli przegrasz? Co on nam wtedy zrobi, jaką karę wymierzy?
- Ale ja nie chciałam, po prostu poniosło mnie trochę…
- Nie przepraszaj mnie, jak chcesz dalej żyć, to lepiej coś wymyśl!
            Dzieci znalazły się w ogromnym niebezpieczeństwie, nie wiedziały, co zrobić. Aż nagle odezwał się do nich fortepian i obiecał, że im pomoże, ale dzieci nie uwierzyły mu. W końcu nadeszła noc i rodzeństwo zasnęło przytulone do siebie w lesie.
            Następnego dnia Hania i Franek przyszli do pałacu króla. Nie zabrali ze sobą fortepianu. Instrument wyczuł niebezpieczeństwo i postanowił śledzić dzieci. Pałac króla był biało-czarny. Miał on wieże, dużo okien, a na balkonach całą masę białych i czarnych kwiatów doniczkowych.
            Gdy dzieci weszły do środka przez ogromne drzwi, zobaczyły mnóstwo komnat. Na korytarzach wisiały portrety przodków króla Strefy Niebezpieczeństwa.
- Ale tu pięknie – westchnęła Hania.
- No proszę, jednak przyszliście – zdziwił się król – Jestem zdziwiony, że przyjęłaś wyzwanie – zwrócił się do Hani.
- O co będziemy walczyć? – zapytała Hania.
– Powiem wam po naszym starciu.
Franek spojrzał ze strachem na siostrę, zauważył jednak, że stoi dumna i skoncentrowana, i nieco mu ulżyło. Król zaprowadził dzieci do jednej z komnat. Na starej drewnianej ławce zasiadali sędziowie.
– Możemy zaczynać?
- Tak. Kto pierwszy? – spytała się Hania.
– Może ja.
– Dobrze.
            Gdy król skończył grać, nadeszła kolej Hani. Bardzo się bała, ale postanowiła dać z siebie  wszystko. Zagrała utwory Jana Sebastiana Bacha, Józefa Haydna i Fryderyka Chopina. Po naradzie sędziów okazało się, że król zagrał lepiej.
– Wygrałem, wygrałem! – krzyknął król – Teraz muszę ciebie jakoś ukarać. Już wiem! Za swą pychę stracisz słuch!
- Nie! Proszę! Tylko nie to!
- Zakład to zakład.
Król rzucił na dziewczynkę straszne zaklęcie i Hania nagle stała się głucha. Zrozpaczony Franek błagał króla:
– Proszę, przywróć słuch mojej siostrze… Bardzo ją kocham i nie mogę patrzeć na jej cierpienie…
– No dobrze, w takim razie ty się ze mną zmierzysz!
– Ja? Ale przecież ja nie umiem grać na fortepianie… –  zasmucił się Franek.
Zadowolony z siebie król wyszedł z komnaty, a Franek zaczął płakać.
- Pomogę wam – usłyszał cichy głos.
– Kto to powiedział? – odparł chłopiec.
- Ja, zaczarowany fortepian Hani. Posłuchaj, gdy nadejdzie twoja kolej grania, usiądziesz na krześle i będziesz udawał, że grasz. Musisz tylko zapytać się króla, czy mógłbyś zagrać na swoim fortepianie.
Król wyśmiał chłopca, bo wiedział, że jego własny fortepian jest najlepiej nastrojony na świecie. Pozwolił zagrać Frankowi na zwykłym starym fortepianie. Po naradzie sędziów okazało się, że tym razem wygrał Franek i król musiał przywrócić Hani słuch.
– Hurra! – krzyknęła Hania – Udało ci się, braciszku.
– To zasługa twojego fortepianu – rzekł Franek.
Po swojej wielkiej porażce król Strefy Niebezpieczeństwa musiał odesłać dzieci wraz z ich fortepianem do domu. Hania i Franek z wypiekami na twarzach opowiedzieli rodzicom o swojej przygodzie, ale rodzice, jak to dorośli, nie uwierzyli w ani jedno ich słowo…
           
            Karolina Marciniak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz