środa, 8 maja 2013

Wybrańcy. Rozdział 4

Rozdział 4

       Był czwartek i Will miał urodziny. Odkąd Mandie została Wybranką, minęło już pięć miesięcy i w międzyczasie Alyss również nią została. Zdarzyło się to dwa tygodnie przed opisywanym przeze mnie dniem. Pózniej dzieci znalazły Księgę Wiedzy Bohaterskiej. Ale teraz wróćmy do dnia urodzin Willa. Ostatnio miał tak dużo pracy, że zapomniał, iż dzisiaj są jego urodziny!!!
       Wszedł właśnie do chaty, w której mieszkał, i nagle na głowę spadło mu mnóstwo wody, Alyss bowiem władała tym żywiołem. Była Wybrańczynią Akwamarynowego Znaku Wody. Jej bronią była proca. Will był szalenie zaskoczony, nagle usłyszał okrzyk:
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, WILLU!!!
- Willu, pora, żebym opowiedziała ci, jak było naprawdę z tobą i twoją rodziną. Miałam przyjaciółkę. Na imię jej było Ana - zaczęła pani Ceiler - Ana wyjechała stąd, kiedy miałyśmy po dwadzieścia lat i już nigdy nie wróciła. Zostałam sama, bez rodzeństwa. Przeprowadziłam się wraz z nową przyjaciółką Julią do miejscowości zwanej Doomsday. Jak zapewne wiesz, Julia to matka Toma i Alyss. Tam poznałyśmy naszych mężów i nikt prócz nas dwóch nie wiedział o tym, że ja i Julia nie jesteśmy siostrami. Ona urodziła Toma, a po roku ja urodziłam Amandę. Znani byli jako śliczna para kuzynostwa. Aż tu nagle, kiedy minął miesiąc od urodzin Mandie, ktoś zapukał do mych drzwi. Na progu leżał kosz, a w nim ty. Na twoim kocyku leżała kartka z napisem:
Moja Droga Rose!


                 Niezmiernie ubolewam, iż nie mogłam z Tobą porozmawiać, lecz teraz nie ma na to czasu. Mam do Ciebie ogromną  prośbę! Zaopiekuj się proszę Willem.
             Will urodził się piętnaście  dni temu, czyli dwunastego dnia miesiąca czerwca roku tysiąc czterysta dwudziestego drugiego. Proszę Cię również o to, byś nigdy, ale to nigdy nie wysłała go do stolicy, tam go bowiem rozpoznają po jego spiczastych uszach.
                 Nie jestem jego matką, ale błagam Cię, zaopiekuj się nim!
                                                                                                                   
Twoja na zawsze przyjaciółka, Ana


- Cóż innego miałam zrobić, niż tylko cię przygarnąć? Rok później urodziła się Alyss.
- Dziękuję, że mi to opowiedziałaś, lecz czemu dopiero teraz?
- Dlatego, że teraz się trochę zmieniłeś. Twoje włosy nie są już ciemnobrązowe, ale płowe. Oczy nie orzechowe, lecz piwne - rzeczywiście tak było.

2 komentarze:

  1. Co Ty, Kaśko, sama siebie komentujesz?:)
    Proszę mi tu myśleć pozytywnie,ale to już!!!

    OdpowiedzUsuń