piątek, 24 maja 2013

Śniło mi się, że trafiłam do krainy zwanej Kalamidonem….

Kalamidon

Byłam po lekcji wychowania fizycznego. Wyszłam z sali gimnastycznej, gdy nagle zadzwonił telefon. To była Anka. Namówiła mnie, żebyśmy poskakały przez Jasinicę. Już kiedyś to robiłyśmy, ale i teraz sprawiało mi to wielką frajdę. Do dwudziestego trzeciego skoku szło mi bardzo dobrze, ale za dwudziestym czwartym razem skoczyłam z fatalnym efektem! Już dotknęłam stopą ziemi, ale była śliska od glonów. Poczułam dotkliwy ból w kostce. Usłyszałam krzyk Ani, ale więcej nie pamiętałam.
 Obudziłam się w rzeczce, usiadłam i zauważyłam, że to nie jest Jasinica.  Nie czułam również bólu w kostce. Stanęłam na brzegu i zauważyłam biegnącego w moją stronę kota. Mojego kota Alberta!
– Cały Kalamidon potrzebuje twojej pomocy! – krzyczał ludzkim głosem.
– Mojej pomocy? Zaraz, zaraz, ty mówisz ludzkim głosem? Naczytałam się Lewisa, ale na pewno nie ześwirowałam! I co to w ogóle jest ten cały Kalamidon?
– Kalamidon to królestwo, któremu trzeba pomóc. Będziesz miała towarzyszy. Są tu już Oliwia i Karolina, później dołączą do nas jeszcze Mateusz, Kamil i Paweł. Tutaj nie wypowiadamy naszych prawdziwych imion. Tutaj nazywam się Bert, Oliwia otrzymała imię Liv, Karolina to Carlie, ty będziesz Kate, Mateusz będzie Mattem, Kamil zostanie Kylem, a Paweł Paulem. Każde z was zostało w tej krainie powitane przez waszego najbliższego czworonoga, który doprowadzi was do tajemniczego Kręgu, gdzie zostaniecie już pod opieką bardzo starej wróżki Najtiri.
       Ruszyłam za Bertem. Weszliśmy do lasu, mieniącego się tysiącem baśniowych kolorów. Wokół nas krążyły różne przedziwne stworzenia. W końcu dotarliśmy na rozświetloną promieniami słońca polanę. Zobaczyłam moje przyjaciółki oraz idących w naszą stronę chłopców. Byli to Matt, Kyle i Paul. Nagle pojawiła się Najtiri.
– Witajcie, moje drogie dzieci! Jesteśmy przy magicznym Kręgu, w którym zostaniecie obdarzeni tajemniczymi mocami. Dam wam teraz magiczne Amulety, strzeżcie ich jak oka w głowie. A teraz złapcie się za ręce.
        Nagle pośrodku Kręgu rozbłysło bardzo jasne światło. Pośród niego ujrzałam postacie z różnych książek: pana Bagginsa, Raven czy Patrycjusza. Jednak kiedy tylko wyczuli na sobie mój wzrok, od razu uciekli. Nagle na moim ramieniu usiadł skowronek, a w myślach usłyszałam jego głos. Powiedział: „Wzywałaś mnie”. Byłam przerażona. ,,Co się ze mną dzieje?” –  myślałam. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Najtiri:
– Liv otrzyma moc Rysunku oraz żywioł Wody, Matt moc Leczenia i żywioł Ziemi, Paul moc Poezji i żywioł Wiatru, Carlie – Muzyki i Ognia, Kyle Sztuki Wojowniczej i Energii. A Kate najbardziej honorowe moce: moc Ksiąg i Książek oraz żywioły Flory i Fauny.
 Mój Amulet wyglądał jak zwierzę, roślina i książka w jednym. Usłyszałam głos Najtiri:
– Przenosimy się do prawdziwego Kalamidonu. Ten, w którym teraz jesteśmy, to tylko złudzenie. A, i jeszcze jedno. Każde z was w potrzebie może zawołać swego czworonoga.
 Byliśmy zmęczeni długą podróżą, dlatego zatrzymaliśmy się w gospodzie Kalamidon Zielonych Łąk. Noc upłynęła nam bardzo szybko. Po śniadaniu wróżka poinformowała nas:
– Potrzebna wam jest broń. Każde z was dostanie broń posiadającą pewną właściwość – w zależności od potrzeb może ona zmieniać swą postać. Będziecie musieli przejść sześć prób: Ognia, Wody, Energii, Ziemi, Wiatru oraz Flory i Fauny.
Ruszyliśmy w drogę. Zauważyłam coś w rowie. Był to ranny lis. Gdy do niego podeszłam, nagle ozdrowiał. Moja moc była po prostu genialna! Ucieszyłam się, że mogłam pomóc Faunie i Florze.
Doszliśmy do koryta rzeki, a właściwie do miejsca, w którym rzeka powinna być. Najtiri spojrzała znacząco na Liv i powiedziała:
– Oto twoja próba. Musisz pokonać Ognistego Joe, potwora, który  sprawił, że rzeka wyschła.
Liv zamknęła oczy i zaczęła coś mamrotać. Strugi wody zaczęły strzelać w Joe. Liv bardzo się zmęczyła, a potwór zaczął salwę ognia. Zauważyłam, że Liv ma na szyi cienką kreskę od poparzenia przez Ognistego Joe. Krzyknęłam, a Liv polała ją wodą. Zaczęła coś rysować. Potwór tak się tym zaciekawił, że nie zauważył, iż w jego stronę leci wielki potok wody. Jednym trafieniem moja przyjaciółka pozbyła się go.
– Teraz możemy napełnić rzekę. Kate, kiedy Liv napełni rzekę świeżą wodą, ożyw ryby i zrób naturalny most – powiedziała Najtiri.
Po południu znaleźliśmy się w wyschniętym lesie. Najtiri opowiedziała nam o potworze zamieszkującym ten teren. Była to Wodnista Ariel. Matt już wiedział, że to ma być jego czas. Stanął i zamknął oczy. Ziemia zaczęła się unosić i spadać na Ariel. Ta jednak zdążyła posłać w moją stronę strugę wody. Poczułam potworny ból i straciłam przytomność. Obudziłam się dopiero po godzinie. Nade mną stał Matt. Leczył mnie. Teraz czułam przyjemną magię Matta i moje złączające się kości. Las zazielenił się i zapełnił mieszkańcami.
Do pokonania pozostał jeszcze ostatni potwór, którym miałam zająć się ja. Doszliśmy do skalnej półki. Musiałam się na nią dostać jako ptak. Następnie zamieniłam się w nietoperza i wpełzłam go groty… Leciałam przez jaskinię aż poczułam, że jestem na miejscu. Najtiri przedstawiła mi poprzedniego wieczoru mojego przeciwnika.
– To stwór, którego ciało jest zlepkiem różnych potworów, o których czytałaś.
Stanęłam przed moim wrogiem. Zaczęłam rozpoznawać potwory i różnych złych ludzi. Znałam ich słabości i wykorzystałam je przeciw nim. Przyjaciele, wiedząc, że czeka mnie najtrudniejsza próba, pożyczyli mi swoje Amulety. Rozpętała się bitwa, z której niewiele pamiętam.
Obudziłam się w oberży Zamkowe Mury i zeszłam na dół. Towarzysze zrobili mi miejsce przy długim dębowym stole i podali strawę. Dostałam moją ulubioną pomidorową zupę. Gdy jedliśmy gulasz, przyjaciele opowiedzieli mi, że po wygranej bitwie spałam cały tydzień.
– Spałaś tak długo, ponieważ utraciłaś całą swą energię. Sen pomógł ci ją odzyskać.
Tego wieczoru Najtiri zabrała mnie, Liv i Carlie do uzurpatora Felixa. Był on tyranem, przez którego wszystko w krainie uschło i pomarło. Rozmawiała z nim wróżka.
– Witaj, szlachetny Felixie. Oto panny Kate, Liv i Carlie.
– Witajcie, drogie panny. Jaki jest cel waszej wizyty?
– Chciałybyśmy porozmawiać –  powiedziałam.
      Najtiri powiedziała mu o potworach, z którymi walczyliśmy. Był pod ogromnym wrażeniem, a jednak w jego oczach płonął gniew. Musiał oddać nam tron.
Dokonaliśmy tego, czego mieliśmy dokonać. Najtiri obiecała, że niedługo wrócimy do domu.
– Będziemy za wami tęsknić. Cały Kalamidon zawsze będzie o was pamiętać. Żegnam was w imieniu całego królestwa.

***

Poczułam potworny ból w kostce. Otworzyłam oczy i zobaczyłam moją mamę. Wróciłam! Nie wierzę. A jednak! Moje łóżko, moja pościel! Tak, wróciłam!
– Kasiu? Obudziłaś się? – usłyszałam glos mojej mamy.
– Tak – spojrzałam na mamę z radością.
Włączyłam komputer i weszłam na czat. Zaczęłam rozmawiać z moimi przyjaciółmi.
– Śniło mi się, że trafiłam do krainy zwanej Kalamidonem…. A może to wcale nie był sen… – napisała Oliwia.

***

– Kasiu, wspaniałe wypracowanie! – pochwaliła mnie pani od języka polskiego.
       Ruszyłam w stronę ławek, mrugając do przyjaciół porozumiewawczo. Prawda była naszą słodką tajemnicą…

Katarzyna Książka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz