środa, 20 marca 2013

Wybrańcy. Rozdział 2

Rozdział 2

                      Pracowali jeszcze przez godzinę. Nagle przybiegła Alyss, siostra Toma. Była cała blada, wyglądała tak, jakby zobaczyła ducha. Przez chwilę nie mogła się odezwać, bo była cała zdyszana i aż nazbyt przerażona. Wreszcie powiedziała drżącym głosem:
- Tom, ja i Mandie widziałyśmy ją...
- Jaką ją!? O co ci znowu chodzi?
- Skrzynkę.
- Jaką znowu skrzynkę? Zwykła skrzynka cię tak przeraziła?!
- Nie, to, co jest na niej napisane.
- Czyli? - wtrącił się Will.
- Na tej skrzynce jest napisane twoje imię, Tom!
- Niemożliwe!!!
- Ale to prawda! Mandie kazała cię zawołać. Próbowałyśmy ją otworzyć, ale się nie dało. Mamy przeczucie, że tylko TY możesz to zrobić. Czy to jasne?!
- Jasne, jasne. Nie krzycz tak, dobrze?
                    Kiedy chłopakom udało się wreszcie uspokoić Alyss, ta zaprowadziła ich do czekającej na nich, jak zwykle spokojnej, Mandie. Tom był przerażony, kiedy zauważył, że rzeczywiście na skrzynce było jego imię. Powolutku podszedł do niej i otworzył ją...  Wtem w magiczny sposób skrzynia powiększyła się. Tom powoli i z godnością wyjął długi miecz. Na klindze wygrawerowane było:
Miecz o mocy wiatru,
Wybrańcowi służy.
On będzie jak zwiastun
Przeogromnej burzy.

                         Tom oglądał miecz i nawet nie zauważył, co się dzieje z jego ręką. Bo oto pojawił się na niej znak - niby miecz, niby znak wiatru. Zorientował się, co się dzieje, kiedy usłyszał krzyk przerażonych przyjaciół. Dopiero wtedy spojrzał na swoją dłoń.
- Jjjjesteśś... Wwwybrrańccem...- wyjąkała przerażona Mandie.
                          Tom był w takim szoku z powodu tego, co usłyszał, że aż usiadł i ogromnie się zadumał. Był obojętny, kiedy przyjaciele przyszli z małym wózkiem, bez namysłu wykonywał ich polecenia. Ocknął się dopiero w domu, kiedy poczuł zapach świeżego świniaka pieczonego na rożnie. W jego biednym domu był to rzadki przysmak. Rodzice byli zaskoczeni tym, że Tom przyszedł ze skrzynką, a co dopiero, kiedy zobaczyli jej zawartość.
- A niech mnie Tom, skąd żeś to wytrzasnął?! - krzyknął jego ojciec, pan Cheptick.- Sprzeda się to i będzie mnóstwo pieniędzy. To by podniosło naszą rodzinę z samego dna!
- Nie, nigdy tego nie sprzedacie, bo ja jestem Wybrańcem!!! - odkrzyknął Tom.
- Nie wygaduj bzdur, młody człowieku! - zrugała go matka.
- Ale to prawda - Tom nie pozwolił się przegadać - spójrzcie na to...
                         Tom pokazał najpierw zewnętrzną stronę dłoni, a potem wewnętrzną, ukazując Znak Wiatru. Dopiero teraz zauważył, że jest to tak naprawdę Diamentowy Znak Wiatru. Kiedy matka to zobaczyła, zemdlała, a zaraz po niej ojciec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz