piątek, 20 grudnia 2013

Życzymy Wam

Książek bez liku, 
gwiazdki z nieba wszystkiego, 
czego Wam trzeba

życzą Twoja Biblioteka i przyjaciele


















poniedziałek, 16 grudnia 2013

Piknik świąteczny

Drogi Czytelniku,

co prawda nie mamy w naszej szkole wozu transmisyjnego, ale jestem ja - Twoja Biblioteka. W piątek zostałam zamieniona przez panią Anię w centrum prasowe, a dziewczyny z koła bibliotecznego i klasy 6b stały się na trzy godziny najprawdziwszymi reporterkami. Oto ich relacje z wielkiej szkolnej imprezy:

Piknik świąteczny

W piątek w naszej szkole odbył się piknik rodzinny. Cała zabawa trwała trzy godziny. Było wiele ciekawych atrakcji. W klasie od języka niemieckiego urządzona została kawiarenka, obsługiwana przez uczniów i nauczycieli, np. Oliwię Nurek, Oliwię Mołczan lub panią od języka angielskiego. W świetlicy, w zerówce i w przyrodzie można było się bawić w najróżniejszy sposób. W stołówce odbywały się warsztaty plastyczne. Można było wykonać ozdoby z pasków papieru, świętego Mikołaja z szyszek, kartki świąteczne, ozdoby na choinkę i papierowe kwiaty. Zabawa była świetna i mogę się pochwalić tym, że udało mi się przejść przez tunele dla dzieci. Mam tylko jedną radę: nie jedzcie pięciu karpatek w ciągu trzech godzin J
Kasia

W piątek 13.12.2013 w naszej szkole odbył się “Piknik świąteczny”. Trwał on trzy godziny, od 16:00 do 19:00. W stołówce można było zrobić wiele różnych rzeczy, między innymi kwiaty z bibuły, kartki świąteczne i torebki z papieru. Każdy mógł zrobić, co tylko zechce. Dzieciom i ich rodzicom najbardziej podobały się kwiaty zrobione z bibuły. W gabinecie przyrody znajdowały się zabawki, którymi dzieci mogły bawić się ze swoimi rodzicami lub przyjaciółmi. Gabinet języka niemieckiego został zamieniony w kawiarnię, w której można było zjeść pyszne ciasto i napić się gorącej herbaty lub kawy. Ciasta zrobione były przez rodziców. Po zabawie wszyscy wrócili do domów szczęśliwi i usatysfakcjonowani, ponieważ sami wykonali wiele ozdób świątecznych.
Karolina


piątek, 22 listopada 2013

Coś nowego w naszej szkole

Już niedługo w ramach blogu bibliotecznego ja, Marcelina Stachyra i Asia Dychała rozpoczniemy pracę nad vlogiem:)
[vlog=wideoblog]!!!
Jeśli macie jakieś pomysły, czym możemy się zająć lub pytania do nas, to piszcie na adres: EMA.KIVVI@spoko.pl

Czekamy:)
Dziewczyny z vloga:)





czwartek, 21 listopada 2013

Władcy Solanny. Rozdział 1

Rozdział 1

Adopcja

   Li biegła przez podwórze sierocińca, jej kasztanowe włosy, przeplatane gdzieniegdzie rozjaśnionymi kosmykami w kolorze pszenicznego ziarna, rozwiewały na wietrze. Dnie Adopcji zawsze były dla niej koszmarem. Wiecznie się chowała. Miesiąc wcześniej, w ostatni Dzień Adopcji, ukryła się między korzeniami dużego, starego dębu. Opiekunka Amorowska jakimś cudem znalazła jej kryjówkę. Nikt jednak nie będzie podejrzewał, że schowała się drugi raz w tym samym miejscu, a właściwie ponad nim.
   Dopadła drzewa i zaczęła się wspinać. Coraz wyżej i wyżej. Usiadła na jednej z gałęzi i spojrzała za rzekę Miedziankę, przepływającą przez Bogatynię, polską miejscowość na pograniczu Polski, Czech i Niemiec. Przyglądała się kremowemu budynkowi i myślała. Myślała, czemu musiała uczyć się w sierocińcu, a nie w szkole, skoro ta była tuż za rzeką? SP1 Bogatynia, ,,Jedynka", jak się tę szkołę nazywa.
   Mniejsza z tym, Li i tak ma przyjaciół poza sierocińcem. Ankę i Julę. Dziewczyny w jej wieku, które po zajęciach spotykają się z nią przy siatce. Poznały się w pierwszej klasie, kiedy po lekcjach, wracając ze szkoły, Anka i Jula zobaczyły Li siedzącą samotnie na murku. Od razu się zaprzyjaźniły. Anka - wesoła, wiecznie uśmiechnięta, pulchna dziewczynka o jasnych jak słońce włosach, Jula - ruda, zadziorna i piegowata oraz Li - cicha, szczupła, o oczach w dziwnym kolorze, bo złotych.
   Teraz Li czekała, czekała i w międzyczasie jadła to, co po śniadaniu zabrała z jadalni. Li była w pierwszej klasie gimnazjum i powinna być na lekcjach, ale w Dnie Adopcji zrywała się z nich. Właściwie Dzień Adopcji był organizowany dla tych, których rodzice nie żyli, inni wracali do domu na weekend albo po tygodniu wracali do domu. To był właśnie największy ból - nie mieć rodziców.
   Dochodziła druga po południu, kiedy do uszu Li dobiegło wołanie pani Amorowskiej. 
- Li! Li! Pokaż się! Pewien miły pan chciałby cię poznać! - wołała słodkim głosem.
   Uparta Li tkwiła na gałęzi. W pewnym momencie z dłoni wyśliznęła jej się spinka, która spadła prosto na dłoń nieznanego osobnika stojącego akurat pod drzewem. Ten spojrzał na nią i uśmiechnął się ciepło, Amorowska spojrzała w to samo miejsce.
- Złaźże na dół! Doigrałaś się, panno Lilio Markowska! Mam dość tego twojego wiecznego uciekania! Co ci w ogóle wpadło do tej głupiej łepetyny!? Chcesz spaść!?
- Wspinam się na to drzewo od ponad roku i jakoś ani razu nie spadłam! - odparowała z góry Li.
- Jestem pewien, że się dogadamy! - zawołał przybysz ciepłym głosem. - Zejdź na dół, albo ja wejdę do ciebie! Wybieraj! - powiedział ze śmiechem.
   Li nie była pewna, czy mężczyzna da radę wejść tak wysoko jak ona. Niechętnie zeszła na dół. Stanęła przed wysokim, szczupłym, barczystym mężczyzną o wesołej twarzy, ciemnych uśmiechniętych oczach i... białych włosach.
- Chodź ze mną, Li. Tak masz na imię, prawda? - uśmiech mężczyzny się rozszerzył.
- Tak, jestem Li - odpowiedziała na pytanie i na uśmiech.
- To ja cię tu przyniosłem. Chcieliśmy cię zatrzymać, ale nie mieliśmy warunków. Ale teraz nareszcie możesz z nami zamieszkać! Czekałem na to długie czternaście lat! To co? Zamieszkasz z nami? - uśmiechnął się jeszcze bardziej, choć to było prawie niemożliwe.
- No... - Li zawahała się, jednak to, co zwykle kazało jej się kryć, teraz milczało. - Zgoda - twarz Li rozjaśnił radosny uśmiech. - To na pana czekałam tyle czasu.
- No, Li, idź się pakuj. Pan Serowicz przyjedzie jutro - powiedziała pani Amorowska.
   Li pobiegła co sił w nogach do pokoju, który dzieliła z Hanką i Tośką, dwiema dziewczynami, które miały wrócić jutro do domu. Dziewczyna rozejrzała się po małym, dusznym pokoiku, w którym mieszkała czternaście lat. Na ścianach były przyklejone stare tapety w misie i słoniki. Na trzech łóżkach leżała pościel z Barbie. Okno przesłaniała ohydna, różowa draperia i porwana, koronkowa firanka. Na półce stała tylko jedna książka, w której opisano bajkę o Wybrańcach. Z tego, co Li wiedziała, to dziesiątka jej starszych towarzyszy porysowała sobie na dłoniach Znaki. Dziwne, pomyślała, patrząc na książkę. Znaki wykonano mistrzowsko, wzruszyła ramionami. Co mi do tego? Otworzyła szafę i popatrzyła na ubrania. Wszystkie szare. Wyjęła je i pomyślała: Może będę wreszcie miała kolorowe ubrania?
   Drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem. Opiekunka wstawiła do pokoju walizkę, którą przywiózł pan Serowicz. Li nagle poczuła się strasznie zmęczona. Uśmiechnęła się do siebie i podniosła walizkę, kładąc ją na łóżku. Otworzyła ją. Na dnie leżał wstrętny, różowy album, podrzucony przez Amorowską. Przejrzała szybko zdjęcia. Na wszystkich była ona - a to jako niemowlę, a to jako małe dziecko. Schowała album do walizy. Coś przykuło jej uwagę. To coś, co wzięła za materiał wykładający walizkę, okazało się kocykiem. Ale jakimś dziwnym, bo bardziej papierowym. Rozłożyła go. To nie kocyk, to MAPA! Mapa jakiegoś kraju... Ach! Co ją to w ogóle obchodzi? Może pan Serowicz włożył ją do walizki przypadkiem? Wsadziła mapę z powrotem i przysypała ją stertą ciuchów i butów. Ni stąd, ni zowąd wpadł jej do głowy pewien pomysł. Wygrzebała album i zaczęła się przyglądać złotookiemu niemowlęciu w beciku. Może to zdjęcie powie jej coś o rodzicach? Zakręciło jej się w głowie. Przyglądała się jednak zdjęciu z coraz większą natarczywością. Zapragnęła znaleźć się tam, gdzie jej rodzice...
   Obudziła się w środku nocy. Stwierdziła, że jest w ubraniu. Zsunęła się bezszelestnie z łóżka i równie cicho wyszła na korytarz. Zerknęła na zegar wiszący nad drzwiami. Było grubo po północy. Coś cicho zaburczało. Li zrobiła zdziwioną minę i złapała się za brzuch. Nie zaśnie głodna. Zeszłą do kuchni i cicho wyjęła coś do zjedzenia. Szybko wróciła na górę i już w piżamie poszła spać.
   W sobotę rano jak zwykle obudziła się rześka, no może tylko głowa ją trochę bolała po tej nocnej eskapadzie. Ubrała się szybko i sprawdziła, czy wszystko spakowała. Wahała się przez chwilę, ale w końcu się zdecydowała i schowała album.
- Li! Pan Serowicz będzie o trzynastej! - powiedziała Amorowska.
- Dobrze! Poczekam! - odpowiedziała Li.
   I czekała, czekała, czekała... Zeszła na obiad i zostało jej jakieś pół godziny, więc poszła znieść walizkę. Ledwo weszła do pokoju, zobaczyła Serowicza, trzymającego jej walizkę.
-O! Cześć Li! Przyjechałem wcześniej, ale powiedziano mi, że jesteś na obiedzie - uśmiechnął się czule do dziewczyny. - To co? Gotowa?
- Tak - nie wiedziała, czy się zaraz nie rozpłacze ze szczęścia.
- No to chodźmy. Przypatrz się dobrze, bo więcej nie zobaczysz tego pokoju - omiótł wzrokiem ponury, różowy pokoik.
- Nie będę tęsknić - zapewniła Li.
   Zeszli na dół. Pan Serowicz coś tam jeszcze podpisał. I wyszła z Domu Dziecka ,,Łużyczanka". Wsiadła do czarnego seata stojącego przy krawężniku i zapięła pasy. Jej nowy opiekun odpalił samochód, który potoczył się po czarnym asfalcie, a Li pomyślała: Już nie jestem sierotą, ale coś w jej sercu szeptało: Nigdy nią nie byłaś.

Chwila relaksu

niedziela, 17 listopada 2013

Władcy Solanny. Prolog

Prolog

   Salazar spojrzał na swoich więźniów. Kobieta i mężczyzna... A gdzie bachor?! Rozejrzał się uważnie po celi, nigdzie nie dostrzegł jednak niemowlaka zawiniętego w beciki.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął. Kobieta straciła przytomność, była wyczerpana, mężczyzna tylko wzdrygnął się, ale i tak odpowiedział:
- Gdzieś, gdzie jej nie znajdziesz! - rzekł cichym, dźwięcznym głosem, zupełnie odmiennym od głosu Salazara, skrzekliwego i piskliwego.
- Pożałujesz tego! Ty i twoja żona, Tellanie, i wasza córka, kiedy ją znajdę! A znajdę na pewno - ostatnie zdanie powiedział ciszej, wręcz złowrogo.
- Nie byłbym tego taki... - zaczął Tellan, ale przerwał mu mężczyzna w czerni.
- Milcz! Dokonam tego, co zaplanowałem przed wielu laty, bracie - ostatnie słowo powiedział niemal ze wstrętem.
- Co? Wstydzisz się młodszego brata? - zapytał młodzieniec, który najwyraźniej wyczuł wstręt w głosie Salazara. - Nie chcesz mieć niczego wspólnego z rodziną, odkąd ją opuściłeś? - w jego głosie pobrzmiewała lekka kpina.
- Powiedziałem MILCZ! - Zaraz się dowiem, gdzie ona jest - spojrzał Tellanowi głęboko w oczy, chciał odczytać jego myśli...
- Niczego nie znajdziesz, ani u mnie, ani u Ilori. Przekazaliśmy to wspomnienie temu, kto ją ukrył, nie pamiętam nawet komu.
   Zobaczył jeszcze, jak Salazar zgrzytał zębami, wychodząc. Potem nic. Stracił przytomność...

I co dalej???

   Po zakończeniu Wybrańców postanowiłam napisać jeszcze Władców Solanny. Kilkoro uczniów już widziało pierwsze rozdziały, które będę wrzucać w niedzielę. Dzisiaj, w dzień 11 rozdziału pierwszej książki, wrzucę Prolog i Rozdział 1. Mam nadzieję, że komuś się spodoba, bo Wybrańcy mieli wiernych czytelników.
Mająca nadzieję, że nie przynudza, Kasia Książka :D

Wybrańcy. Rozdział 11

Rozdział 11

   Powstała kwestia sporna czy iść w ostatnie miejsce, w którym mogli być Wybrańcy. Na Cmentarz. Otóż to. Cmentarz był miejscem mrocznym. Jakby tego było mało, Lilith twierdziła, że źle się tam czuje. Nie można jej było winić. Wybranka Życia miała powody, by nie iść w to ciemne miejsce. W dodatku w nocy!!! Will, Wybraniec Energii, był już na Cmentarzu i nie wynikło z tego nic dobrego, ostatecznie wylądował przecież na miesiąc w łóżku, by móc dojść do siebie. Poza tym nikt nie chciał spotkać duchów, zjaw, wilkołaków, wampirów i zombie chodzących tam w nocy. Ale cała ósemka się zdecydowała. 
   O północy wyszli z Zamku, mijając po drodze Widmowego Eda, strażnika z Cmentarza, jedynego miłego ducha ze Stowarzyszenia. Do bramy Cmentarza doszli gdzieś tak wpół do pierwszej. Jeszcze nim weszli, usłyszeli podniesione głosy. Otworzyli bramę, przeszli przez nią i ruszyli na Wielkie Wzgórze. Wielkie Wzgórze to Królewski Grobowiec. Tam właśnie spoczął król Ludwik, który, jak się okazało, został otruty przez oszusta Antonia. 
- Ciekawe, kim okażą się ci Wybrańcy - rozmyślała cicho Kat, podtrzymująca wraz z Liv półprzytomną Lilith. - Na pewno będą chłopakiem i dziewczyną. 
- Nie! Zapomnij o tym, Jacob!- usłyszeli, kiedy podeszli do szczytu Wzgórza. - Powiedziałam, wybij to sobie z głowy! Tak się składa, że zrobię to, jeśli dalej będziesz mi się naprzykrzał! Zrozumiano?!
- Ekhem... - odchrząknął cicho Gil. - Kim jesteście?
- A co cię to?! - zapytał chłopak nazwany Jacobem. - Nie powiem ci, no chyba że jesteś książę Carlos! - i wystawił język, co było dość dziecinne.
- Jestem książę Gilan!- odpowiedział Gil - ten, którego podtrzymuję, to Will - wskazał na brata zwisającego mu z ramienia jak Lilith dziewczynom - a ten drugi podtrzymujący to Carlos! 
- Przepraszam! - Jacob od razu spokorniał. - Ta tutaj to Suzan - wskazał oburzoną dziewczynę w wieku Kat, Liv i Lilith - a ja jestem Jacob.
- Miło was poznać - powiedział Cal - Jesteście może Wybrańcami?
- Tak, ja jestem Wybranką Obsydianowego Znaku Śmierci - powiedziała Suzie - ten gbur jest Wybrańcem Marmurowego Znaku Znużenie.
- Marmurowego? - zapytała Kat - ale marmur nie jest kamieniem szlachetnym.
- Tak, wiem - powiedział trochę smutny Jacob - ale to chyba sprawka Głosu.
- Chodźcie do Zamku! - zaproponowała Liv.
- Dobrze.
   Wrócili do Zamku, weszli cicho po schodach, ale kiedy weszli na korytarz prowadzący do ich pokoi...
- GDZIEŚCIE BYLI?! - krzyknęła królowa. - TAK SIĘ O WAS WSZYSTKICH MARTWIŁAM! A to kto? - spojrzała na Jacoba i Suzie.
   Po długich rozmowach wszyscy poszli spać.
   Następnego dnia przy śniadaniu...
- MACIE ZADANIE JAKO WYBRAŃCY - powiedział Głos z Kuli - MUSICIE POZBYĆ SIĘ CZAROWNIKA Z BARLENKIN - i zniknął.
***
- Barlenkin? Gdzie to jest? - zapytała Lilith, kiedy już wyruszyli. 
- Gdzieś w Górach Zachodnich - rzucił przez ramię Will.
   Do Barlenkin dotarli po nudnym tygodniu. Wypytali o Czarownika i skierowali się do jego chaty. Nie obyło się bez kłótni. W końcu ustalili: wszyscy zmierzą się z Aleminorem, bo tak miał na imię, jeśli wygrają, on odejdzie na zawsze.
- Dawaj Wybrańcze Wiatru! - zawołał Czarnoksiężnik, zamachnął się i strącił duży kamień. Cal tylko delikatnie chuchnął i strącił wielki głaz. Will tak naenergetyzował Cala, że Jacob musiał go potraktować swoim Znużeniem, żeby się uspokoił. Gil pobił Aleminora na głowę we władaniu Ziemią. Liv zmoczyła go do suchej nitki, władając Wodą, Caroline podpaliła mu brodę, a Carlos usadził mu na głowie orła bielika. Katrin sprawiła, że wyrósł koło niej wielki dąb, który Suzie uśmierciła, a Lilith później ożywiła. Pokonany Czarownik opuścił Królestwo, a Wybrańcy... odeszli. Weszli do Jaskini Snu i zasnęli, by obudzić się następnym razem...
***
- No, dziabągi! Spać! Zakończyłam czytanie tej absurdalnej bajeczki! - powiedziała opiekunka w sierocińcu do dziesięciorga białowłosych sierot. - Nawet jeśli istnieli, to już pewnie z nimi koniec - powiedziała jeszcze i wyszła z pokoju. Dziesięcioro nastolatków uśmiechnęło się do siebie. Nie, to jeszcze nie koniec, pomyślał każdy z nich i spojrzał na swój Znak.

Koniec

Jeśli wytrzymaliście ze mną i z nimi do końca, to:  SERDECZNE DZIĘKI!!!
Kasia Książka:)
   

piątek, 8 listopada 2013

W japońskim świecie anime

Hakkenden: Touhou Hakken Ibun i Hakkenden: Touhou Hakken Ibun II


Długo zbierałam się, żeby opisać te dwie serie anime. Z tego, co wiem, polska nazwa anime to: Hakkenden: Osiem Psów Wschodu. Każda seria ma po trzynaście odcinków. Zostały oparte na powieściach zatytułowanych Nansō Satomi Hakkenden. Serie opowiadają losy ośmiu młodych mężczyzn, mających kilka wspólnych cech, np.: wszyscy mają znamiona w kształcie kwiatu, zginęli i zostali ożywieni, posiadają po jednej tajemniczej kulce z napisem, ich nazwiska zaczynają się na ,,Inu" i mają opiekunów lub moce pozwalające dalej im przeżyć. 

poniedziałek, 28 października 2013

Wybrańcy. Rozdział 10

Rozdział 10

   Wybór... Życie czy śmierć?... Życie... Głos... Błysk... Strach... Samotność... Ból... Tęsknota...
   Alyss usiadła zdyszana na łóżku. Obok siedzieli rodzice. Starszy brat spał na posłaniu obok. Rodzice patrzyli na nią. Coś tu nie jest tak... Ich twarze...
- Aaaaaa!!!!! - Olivia zakryła twarz dłońmi. Ten sen wciąż wraca... 
- Liv! Hej, Liv! Co się stało?
- Nic, nic - odparła szybko na pytanie Caroline - To tylko zły sen. 
- Może zabiorę cię do swojego. Taka śliczna łąka i my wszyscy na pikniku. Tylko ty nie jesteś jeszcze z nami. To jak?
- No dobrze - przystała na propozycję.
- No, nareszcie! - zawołał Gilan. - Czekamy na ciebie już trochę. Caroline powiedziała, że miałaś zły sen. Co się stało?
   Olivia go zignorowała.
   Kilka dni temu jej siostra bardzo się z nim pokłóciła, a on nazwał ją i Katrin ,,niewdzięcznymi prostaczkami". Zakończyło się to zerwaniem zaręczyn. Od tamtego dnia Liv i Kat się do niego nie odzywały. Liv i Kat, nie Olivia i Katrin. Postanowiły, że nie będą mówiły na siebie tak dłużej. Poza tym Kat zrozumiała, że nie kocha Gilana, tylko Carlosa. Gilan był jedynie pierwszą miłością. No, ale mniejsza z tym. Piknik się rozpoczął i, mimo że było to tylko we śnie, najedli się do syta.
- Ale w nocy była zabawa! - powiedział następnego dnia Cal. 
   Oprócz jedzenia Caroline wymarzyła sobie orkiestrę, wszyscy bardzo długo tańczyli. Gilan był skazany na siedzenie na kocu. Caroline tańczyła z Calem, Liv z Willem, a Kat z Carlosem i żadna z nich ani myślała zostawić swojego partnera. W sumie to Caroline podsłuchała, jak Gilan ją również nazywa ,,panną wychowaną na wsi", więc i ona się do niego nie odzywała. Nie można pominąć, jak mocno obraził chłopaków! ,,Bezmózgie osiłki!" - oto jak ich nazwał.
   Gilan siedział teraz sam w pokoju. Rozmyślał. Nagle zakręciło mu się w głowie. Ostatnio często mu się to zdarzało. Zrobiło mu się czarno przed oczami...
   Uderzył plecami o ziemię. Otworzył oczy. Nad nim stali jego bracia i kuzyn. Na ich twarzach można było dostrzec mieszaninę lęku i wściekłości. Przeważało to drugie.
- Co się stało? - zapytał nieswoim głosem.
- Ty nam powiedz! - krzyknął Carlos. - Czemu chciałeś wyskoczyć przez okno?!
- Co takiego? - Gilan był przerażony!
- Ledwo zdążyliśmy cię ściągnąć z parapetu przed skokiem! Najpierw nas obrażasz, teraz chcesz popełnić samobójstwo! Co jeszcze przyjdzie ci do tego pustego łba?! - tym razem krzyknął Will.
- Uspokójcie się obaj! - warknął ich kuzyn. - A ty powiedz, co ci chodzi po głowie! I to już! - powiedział to cichym głosem, nie odebrało mu to jednak mocy.
- Naprawdę nie wiem, o co wam chodzi! - Gilan zaskoczył nawet siebie tym, jak głośno krzyknął. - Ostatnie, co pamiętam, to to, że wpatrywałem się w ogień i nagle zakręciło mi się w głowie. Potem nic, do chwili, kiedy wylądowałem na podłodze.- Dodał ciszej i wstał na chwiejnych nogach. - Co się ze mną dzieje? Za każdym razem, kiedy kręci mi się w głowie, okazuje się, że robię lub mówię coś głupiego!
   Nagle zza ściany dobiegł ich cichy szloch. Wszyscy spojrzeli po sobie. Gilan podszedł do miejsca, gdzie znajdowało się tajne przejście, których pełno było w Zamku. Otworzył je cicho i zajrzał na korytarzyk. To, co tam zobaczył, zamurowało go... Na podłodze pod ścianą siedziała dziewczyna, która wyglądała jak Kat i Liv jednocześnie. Jednak jak na Liv i Kat miała za krótkie włosy. Dziewczyna była skulona, a jej drobnymi ramionkami wstrząsał szloch. W korytarzyku świeciło się coś na kształt białej poświaty. Gil podszedł do dziewczyny.  Delikatnie dotknął jej ramienia. Ona odwróciła się do niego i zarzuciła mu ramiona na szyję.
- Przepraszam - wyszeptała. - To ty masz te zawroty głowy i robisz różne dziwne rzeczy? - zapytała ledwie słyszalnym głosem.
- Skąd wiesz?- zapytał zdziwiony Gilan, choć wydawało mu się, że już zna odpowiedź.
- To przeze mnie - wyszlochała nieznajoma. - Nie potrafię zapanować nad swoją mocą! Wiem, że któraś Wybranka ma przeze mnie koszmary! To śmieszne!
- Co śmieszne? - zapytał zdenerwowany Gilan.
- A to, że przyjechałam tu znaleźć siostry, a znalazłam Wybrańców! - odpowiedziała dziewczyna. - A tak przy okazji - powiedziała już radosnym głosem - mam na imię Lilith i jestem Wybranką Perłowego Znaku Życia.
Perłowego Znaku Życia? - zapytał Will, który niespodziewanie znalazł się za ramieniem brata.
- Dokładnie! - zawołała Lilith.
   Potem wstała i weszła do komnaty. Tam spotkała dziewczyny. I kolejna zagadka rozwiązana! Lilith jest siostrą Caroline, Liv i Kat!
   Z wieczornych rozmów okazało się, że brakuje jeszcze PRZYNAJMNIEJ dwojga Wybrańców. A oni chyba wiedzą,  gdzie ich szukać...

piątek, 25 października 2013

Wasze ulubione lektury szkolne

Drogi Czytelniku,

znam już wyniki plebiscytu na ulubioną lekturę szkolną uczniów Jedynki.

W klasach I-III zwyciężyły:

1. Calineczka Hans Christian Andersen
2. Zaczarowana zagroda Alina i Czesław Centkiewiczowie
3. Brzydkie kaczątko Hans Christian Andersen

W klasach IV-VI:

1. Charlie i fabryka czekolady Roald Dahl
2. Opowieści z Narnii Clive Staples Lewis
3. Akademia pana Kleksa Jan Brzechwa

A jaka jest Twoja ulubiona lektura?

Pozdrawiam, Twoja ulubiona Biblioteka:)

czwartek, 24 października 2013

Ani chwili spokoju... czyli Międzynarodowy Miesiąc Bibliotek Szkolnych

Drogi Czytelniku,

w tym tygodniu nie miałam chwili spokoju. Pani bibliotekarka zorganizowała MARATON CZYTANIA. Dziewczęta z koła bibliotecznego oraz teatralnego przeczytały fragmenty jedenastu powieści wszystkim uczniom naszej szkoły - od zerówki po klasy szóste. Dzieci mogły oderwać się trochę od szkolnych obowiązków i relaksować na wygodnych poduchach, zdarzyły się nawet dwa przypadki zaśnięcia:)
Maraton trwał w sumie osiemnaście godzin, a nasze narratorki nagrodzone zostały przez uczniów wielkimi brawami.
                                                                      
                                                                                       Twoja zmęczona Biblioteka

PS Czytały dla Was: Oliwka Nurek, Kasia Książka, Karolina Marciniak, Gabrysia Ślusarczyk, Klaudia Dmochowska, Marcelina Stachyra oraz gościnnie pani AniaJ


poniedziałek, 14 października 2013

Wybrańcy. Rozdział 9

Rozdział 9

    Ponieważ było jeszcze wcześnie, musieli czekać na otwarcie bramy do Obsydianowej Fortecy. Zaskoczeni strażnicy spytali młodych ludzi, co tu robią. Caleb opowiedział ustaloną wcześniej wersję wydarzeń. Straż niechętnie wpuściła nastolatków na dziedziniec. Potem szybko powiedzieli im, jak dostać się do kuchni, bo tam przyjmowane są nowe osoby. Przez zamknięte drzwi dało się słyszeć ściszone kobiece głosy.
- Nie rozumiem... jest dobry.
- ... ktoś... byle szyb...
   Otworzyli drzwi. W kuchni stały dwie kobiety. Przyjrzały się im i zapytały, czego chcą. Prośba o pracę spotkała się z radosnym odzewem. Starsza kobieta od razu powiedziała, że potrzebnych jest kilka osób do pilnowania pewnego więźnia. Mówiła, jaki to on jest okropny, kapryśny, normalnie zło wcielone! Ale kiedy znikł stojący w drzwiach sierżant, ona cicho załkała nad losem podopiecznego. Opowiedziała, jaki chłopak jest biedny, jak go katują i powiedziała:
- Wiem, że nie powinnam wam tego mówić, ale wasz pokój jest tuż obok jego celi. Ani ważcie się teraz krzyczeć. Chcę, byście pomogli mu uciec.- Zdumiała ją ich reakcja, bo naraz odpowiedzieli spokojnymi głosami:
- Po to tu jesteśmy.
A na ich ustach pojawił się cień uśmiechu.
- Ja mam już nawet plan.- Powiedziała z dumą Lin.
   Starsza pani przedstawiła się jako Ana Karon, druga kobieta nazywała się Halvie Stoniko. Uśmiechnęła się życzliwie i zaprowadziła ich do pokoiku obok jakiegoś zakratowanego pomieszczenia, z którego dochodziły przeraźliwe krzyki. Wszyscy spojrzeli po sobie. Nagle usłyszeli szczęk łańcuchów i potem drzwi się otworzyły. Stanęli w nich dwaj strażnicy wygrażający więźniowi:
- To cię oduczy prób ucieczki, zapchlony szczeniaku! - rechocząc, zatrzasnęli drzwi i odwrócili się. - Co, kuchareczko? Świeża krew? Oni będą go pilnować? Tym lepiej. Nie zniosę go dłużej! - charknął wyższy i poszedł sobie.
   Pani Karon, wiedząc, że się nie odwrócą, wystawiła im język, co nastolatki skwitowały cichym chichotem. Pani Karon dała im klucze od celi i powiedziała, w których szafkach jest jaka rzecz potrzebna do rekonwalescencji chłopaka. Potem szybko poszła w stronę kuchni, żeby przynieść im jedzenie.
- Ze słów pani Karon wynika - zaczął William - że od dziś strażnicy nie przyjdą tu aż do naszej rezygnacji.
- Tak - powiedział Gil. - Chodźmy po niego.
   Otworzyli celę. Na ziemi leżało trochę starego siana. Rozejrzeli się. Do ściany był przypięty za ręce chłopiec z workiem na głowie. Oddychał ciężko. Kat zasłoniła dłonią usta.
- Carlos? - zapytał William. - Carlosie, to ty? - odpowiedziało mu ciche stęknięcie.
   William dał znak Gilowi, by odpiął łańcuchy. Liv wiedziała, co robić. Poszła do pokoiku i uszykowała szybko jedno z łóżek. Will tymczasem delikatnie ściągnął chłopcu z twarzy worek. Wraz z Gilem zabrał chłopca do wspólnego pokoju. Tam Kat przytrzymała go w powietrzu za pomocą roślin, a Liv obmyła go, nie patrząc nań. Lin roznieciła ogień. Umytego i ubranego chłopaka położono do łóżka. Nie jest rzeczą dziwną, że plecy miał gołe. Trzeba je było opatrzyć. Tym zajęły się dziewczyny. Chłopcy poszli po jedzenie przygotowane przez Anę, jednocześnie meldując przeniesienie ,,celu" do swojego pokoju.
   Kiedy wrócili, zastali rozmawiające dziewczyny i Carlosa z obandażowanymi plecami. William skorzystał z okazji i  położył się na krótką drzemkę. Po to tylko, by rozmówić się z Carlosem.

   Stanął znów nad złotą rzeką. Carlos leżał.. William obszedł go i przyjrzał się mu. Zobaczył jego wdzięczne spojrzenie.

   Koniec drzemki! Koniec bujania w obłokach! William spojrzał na śpiącego Carlosa. Teraz zrozumiał, skąd znał jego głos.
- Pssst. Gilan! - zawołał cicho brata.
- William! Zwariowałeś?! Głupek! Dureń! Patałach! - tymi i jeszcze kilkoma wyzwiskami obdarzył barta Gilan, kiedy zobaczył, co William zrobił, a mianowicie przyjął swą prawdziwą postać!
- Zanim powiesz coś jeszcze - przerwał mu William - porównaj mnie z nim...
   Podobieństwo? Uderzające! Następnego dnia zaczęła się ostra trzytygodniowa rekonwalescencja Carlosa. Pewnego przedpołudnia zmienił się w gadającego kota i został wpakowany przez Kat do koszyka. Zaszli do kuchni, gdzie Carlos pożegnał się z panią Karon. To, co usłyszeli w kuchni, zmroziło im krew w żyłach:
- Król Ludwik zmarł, a koronacja Antonia ma się odbyć za kilka dni.
   Trzeba się spieszyć! Gdy tylko znaleźli się przy koniach, ruszyli z kopyta. W trakcie jazdy przybrali prawdziwe postacie. Dotarli do Zamku. Wykończeni, zasilili się energią wiatru, którą pobrał Will. Do Sali Audiencyjnej!
   Stanęli przed drzwiami. Usłyszeli słowa przysięgi:
- Na mocy mojego... - dalsze słowa przerwało nagłe otworzenie się głównych drzwi.
- Sprzeciwiamy się koronacji Antonia! - krzyknęli trzej książęta. - To nie książę, tylko pan Obsydianowej Fortecy!
   Antonio uniósł się z klęczek.
- Macie jakiś dowód? - spytał kpiącym głosem.
- Tak! Mnie!- krzyknął Carlos i wyszedł zza braci. Po Sali przeszedł szmer.
- Zauważyliśmy, że coś jest nie tak, kiedy zorientowaliśmy się, że nie jesteśmy identyczni - powiedział Gilan.
- Potem Carlos się z nami skontaktował poprzez moc Wybrańca! - dodał Will.
- I oto wróciłem! Mam wszystkim powiedzieć, jak mnie traktowano w Fortecy? - zapytał Carlos.
- Antonio, panie Obsydianowej Fortecy! Skazuję cię na WYGNANIE! - zagrzmiała Ludmiła. Podeszła do Carlosa i rozpłakała się. - On zniewolił nasze umysły! - załkała. - Antonio zasługuje na śmierć, ale go nie zabiję.- Potem krzyknęła ze zgrozą, kiedy na plecach syna wyczuła blizny po biczu. Uśmiechnęła się jednak przez łzy, a on odpowiedział uśmiechem:
- Cieszę się z takich braci jak Gilan i Will, cieszę się z takich przyjaciół jak Cal, Katrin, Caroline czy Olivia i cieszę się z takich mam jak TY, mamo.- I też się rozpłakał.
   Z powrotu prawdziwego księcia radowali się wszyscy. Zabawy w Zamku trwały do rana. Koło północy jednak do Zamku dostała się postać w czarnym płaszczu...

Polecam książkę "Misia rządzi"


Hej, to znowu ja:)
Ostatnio przeczytałam książkę pt.
,,Misia rządzi".
To książka napisana w formie dziennika. Gorąco polecam!

















wyd-literatura.com.pl

Wybrańcy. Rozdział 8

Rozdział 8

     Zaskoczenie było tak wielkie, że Cal i Gilan puścili Willa, a ten podszedł do kruka. Delikatnie zdjął ptaka z parapetu i usadził go na oparciu krzesła. Wyjął mu z dzioba czerwoną kartkę i, drżąc wciąż po niespodziewanej rozmowie we śnie, rozłożył ją. Pismo było gdzieniegdzie poplamione atramentem, a tu i ówdzie znajdowały się kropelki krwi i czerwone ślady odbitych na papierze palców.
- Co to jest? - gorączkowała się Caroline. - I skąd u diaska wiedziałeś, że gołąb przyleci?
- Kruk - poprawił ją chłopak. - Z wizji sennej. Ktoś prosi nas o pomoc. Twierdzi, że najważniejsze informacje są w liście - tu pomachał lekko kartką.- Skontaktował się ze mną we śnie, jednak ten wysiłek go wyczerpał. Zastanawia mnie, kto to taki? Lepiej przeczytajmy list - co powiedział, to zrobił. Zaczął czytać na głos:


Drogi Willu!
   Na pewno zastanawiasz się, skąd znam Twoje imię, ale o tym powiem Ci kiedyś. Może najpierw się przedstawię i opowiem o sobie, przy okazji prosząc Ciebie, a raczej Was, Wybrańców, o pomoc. Mam na imię Carlos, a oto, co chcę napisać:

Obsydianowa Forteca, kuchnia zamkowa, czternaście lat wcześniej.

 - Ojej! Pani Karon! Pani Karon! - to Halvie, pomocnica pani Karon. - Ktoś zostawił śpiącego chłopca pod drzwiami! 
 - Chłopca!? - krzyczy zdziwiona pani Karon - Daj no go tu! - pani Karon zawsze ma taki ciepły głos. - Rzeczywiście!
- Co tu się dzieje? - zapytał strażnik, którego niezmiernie zaciekawiło poruszenie panujące w kuchni. Kiedy mnie zobaczył, pobiegł od razu do swego pana. Taki z niego lizus. 
   Ni z tego, ni z owego włodarz Fortecy rozkazał pani Karon pilnowania mnie.  Ona nauczyła mnie wszystkiego. Kiedy podrosłem, służyłem panu. Potem pojawił się Ametystowy Znak Zwierząt. Zamknięto mnie w lochu. 


Obsydianowa Forteca, loch, kilka dni temu

   Udało mi się skontaktować z krukiem albinosem Varaginem. Przyniósł mi rzeczy potrzebne do napisania listu.  

Zamek Królewski, komnata chłopców, teraz

Tak więc raz jeszcze proszę o pomoc i o to, byście uważali, by nie zaufać jemu. 

Carlos, Jeden z Was

    Wybrańcy postanowili wyjechać potajemnie jeszcze tej nocy. Will poszedł po prowiant pod pretekstem uczczenia spotkania. Cal i Gilan wytrzasnęli skądś ciepłe okrycia, a dziewczyny poszły do stajni poprosić o konie. ,,Chciałybyśmy pojechać na nocną wycieczkę, pojedzie z nami strażnik", przekonywały stajennego. Spotkali się pod bramą o północy. Na szczęście brama była otwarta. Wyjechali i o mało co Antonio nie zauważyłby ich przez okno w swojej komnacie. Wyprawę utrudniały dwie rzeczy: po pierwsze, musieli uważać na dodatkowego konia dla Carlosa, a po drugie, nie mieli pojęcia, gdzie jest Obsydianowa Forteca. Świtało już, kiedy zatrzymali się na popas. Postanowili trochę się przespać. Jedna osoba ma czuwać, potem zmiana. Will chciał znów porozmawiać z Carlosem.

   Stanął nad żółtą rzeką. Rozejrzał się wokoło. 
- Carlos! - zawołał, kiedy zobaczył postać przykutą do ściany. Na jego torsie były nowe liczne rany po biczu. ,,Okropieństwo. Trzeba go jak najszybciej wyciągnąć z lochu'', pomyślał, a głośno powiedział: Carlosie, to ty?
- Tak - usłyszał wycieńczony głos - Powiedz proszę szybko, o co chodzi, bo nasz kontakt mnie wyczerpuje. 
- Gdzie jest Forteca?
- Jedźcie na północ... Do głównego traktu... Stamtąd na zachód... Zobaczycie Fortecę...
   Will stał na zielonej łące. Słońce świeciło wysoko na niebie. Rozejrzał się. Nigdzie nie ma Carlosa. ,,Kontakt się zerwał", pomyślał.

    Zbudziło go mocne szarpnięcie za ramię.
- Wstawaj. Twoja warta. Obudź nas wszystkich, kiedy zajdzie słońce. - Powiedziała wyraźnie zmęczona Katrin. 
   Kiedy słońce zaszło, przekazał pozostałym instrukcje i ich podróż zaczęła się na dobre. Była dość długa. Nocne wędrówki utrudniała ciemność, a nie rozniecali Światła, bo obawiali się, że ktoś ich zobaczy. Wreszcie koło północy zobaczyli Fortecę.
- Prześpijmy się do rana. Potem zmienimy tożsamość. - Powiedział Gilan. - Przybierzemy nowe imiona. Będziemy udawać chłopskie rodzeństwo. Powiemy, że rodzice wysłali nas do czasowej pracy. Proszę - powiedział i wręczył im rękawiczki bez palców - to na Znaki. Konie przywiążemy tu. Co wy na to?
- Świetny plan - powiedziała przymilnie Katrin, a pozostali unieśli kciuki w górę.- Teraz spać.
   Rano zamienili się w chłopskie rodzeństwo. Najstarszy Caleb (Cal), następna Lin (Caroline), potem bliźniaki Gil (Gilan) i William (Will), a na końcu bliźniaczki Kat (Katrin) i Liv (Olivia). W takim pochodzie ciemnowłosych, umorusanych postaci zjawili się pod bramą.

czwartek, 10 października 2013

Recenzja filmu "This is Us - One Direction"

Cześć!
Jestem nowa, ale... myślę, że się polubimy. Mam dla Was recenzję filmu:
"This is Us - One Direction".
W Bogatyni był on grany od 04.10.2013 do 06.10.2013.

Film opowiada o początkach zespołu Jeden Kierunek (One Direction) i drodze na szczyt: od "X-Factora" aż po wejście na szczyt polskich i zagranicznych list przebojów. W filmie jest dużo humoru, ale nie brakuje tam też rozczulających scenek.

(Dla Waszej informacji: film nie ma ograniczeń wiekowych!)

W filmie znajdziecie : fragmenty koncertów, zabawę, masę piosenek oraz różne wydarzenia zza kulis.

środa, 9 października 2013

Wybrańcy. Rozdział 7

Rozdział 7

       Kiedy Kula zniknęła, szóstka przerażonych nastolatków zaczęła się zastanawiać nad ostatnimi słowami wypowiedzianymi przez Głos: "Niedługo znów się spotkamy". Tak im powiedział, a oni za wszelką cenę muszą się dowiedzieć, o co Mu chodziło. Nie dane im było długo się zastanawiać, bowiem Antonio stanął w drzwiach i zapytał:
- A kto właściwie wami, Wybrańcy, dowodzi? Jest was przecież sześcioro, ktoś musi podejmować decyzje - celny strzał, pomyślało każde z adresatów uwagi.
- Do tej pory się nad tym nie zastanawialiśmy - zaczęła Olivia - ale wychodzi na to, że kiedy podejmujemy decyzję, to naradzamy się wspólnie.
- Dokładnie - zawtórowali pozostali.
         Antonio odwrócił się na pięcie i wyszedł. Zaraz potem do Sali wszedł żołnierz i powiedział, że zaprowadzi dziewczęta i chłopców do komnat. Kiedy tylko znaleźli się w dwóch przestronnych komnatach, zauważyli, że coś się zmieniło.Will właściwie bardziej to wyczuł niż zobaczył. Wyczuł bardzo dziwną energię, od której zakręciło mu się w głowie. Żeby nie upaść, złapał się stojącej blisko komody, ale kiedy tylko dotknął jej prawą ręką, syknął z bólu i podkulił dłoń pod siebie, opierając się na lewej. Wystraszeni brat i kuzyn zaprowadzili go do łóżka i usadzili na brzegu. Cal patrzył to na jednego, to na drugiego bliźniaka. Gilan odpowiedział zatroskanym spojrzeniem, ale Will był jakby nieobecny. Trzymał swoją pulsującą teraz żółtym światłem, dłoń i wpatrywał się w Znak. Nagle ból zwiększył się do i wyczerpany Will stracił przytomność.
         Will stoi nad złotą rzeką,  patrzy w dół. Nie rozumie, skąd się tu wziął. Rozgląda się i widzi jakąś postać przykutą do ściany więzienia. Próbuje podejść do nieznajomego, ale wokół niego jest jakieś pole, próbuje zobaczyć twarz chłopaka, ale na jego głowie zaciśnięty jest worek. Will zastanawia się, czy chłopiec jeszcze żyje. Dochodzi do wniosku, że jakby nie było, to pomóc może mu tylko na jawie, a nie we śnie. Już zaczyna się oddalać, kiedy słyszy cichy jęk. Odwraca się. Chłopak unosi głowę i mówi ochrypłym głosem:
          - Pomóż mi... Proszę, pomóż mi... I proszę, nie ufaj... 
        Sen zakończył się, zanim Will dowiedział się, komu ma nie ufać. Uchylił powieki. Leżał na łóżku, a wokół niego siedzieli kolejno: Katrin, Gilan, Olivia, Cal i Caroline (Mandie). Usłyszał westchnienie ulgi pozostałych, kiedy wydał z siebie cichą prośbę o wodę. Chwilę potem ktoś usadził go wyżej na miękkich poduszkach. Ktoś inny opatulił go szczelniej ciepłą, puchową żółtą kołdrą. Inna osoba przytknęła mu do warg kubek z chłodną wodą. Potem znowu znalazł się w pozycji leżącej. Na czole poczuł chłodną dłoń. Zatrząsł się. Usłyszał chlupot wody, a zaraz potem na jego czole znalazł się zimny okład. Znów zapadł w sen, tym razem spokojniejszy.
         Znowu był nad żółtą rzeką, znowu patrzył na tego chłopca. Znowu usłyszał jego głos i zadrżał, głos był znajomy:
        - Zaraz się obudzisz, więc słuchaj uważnie. Imienia tego, komu masz nie ufać, nie wymówić, on mnie tu więzi, jego przybranego imienia nie znam. Na oknie niedługo usiądzie kruk. Będzie miał w dziobie kartkę. Przeczytaj ją uważnie. Napisałem bowiem, gdzie się znajduję. To wszystko, nie mam więcej siły...
         Will wyskoczył spod pierzyny i otworzył okno. Zaskoczeni przyjaciele chcieli posadzić go z powrotem na pościeli. Nadaremno. Will stał jak wryty, kiedy na oknie siadał biały kruk, trzymający w dziobie poplamioną krwią kartkę...

sobota, 5 października 2013

Poznajmy Avagoh

Joanna Buczkowska "Tajemnice Avagoh: Księga Życzeń"

     Księga Życzeń opowiada o gadatliwej, ciekawskiej i odważnej Kasi. Nie ukrywam, że z wielu względów (imię, gadulstwo i ciekawość świata) bohaterka jest bardzo podobna do mnie. 
       Kasia ma dziesięć lat. Pewnego słonecznego dnia, kiedy była z mamą na polance w lesie, spotkała mężczyznę w kolorowym stroju i ze skrzydłami na plecach. Dziewczynka bierze go za aktora albo wariata, który uciekł ze szpitala, prowadzi więc nieznajomego do mamy. Nieznajomy sądzi, że mama dziewczynki to czarownica, po którą wysłał go Intrat, Ten-który-rozumie-przyczyny-i-zna-rozwiązania.
         Kasia idzie z Astarem na skraj lasu. Astar to Elf i początkowo uznaje Kasię za czarownicę, ta jednak mu tłumaczy, że nią nie jest. Elf opowiada, po co przybył i prosi dziewczynkę, żeby z nim poszła. Ona mówi, że nie zostawi mamy, bo ta będzie się martwiła. Astar postanawia zatrzymać czas. Zmęczony zaklęciem, po chwili odpoczynku, przenosi się wraz z Kasią do Avagoh. Następnego dnia Kasia ma spotkać się z Intratem...
       Więcej Wam nie powiem. Książka jest bardzo ciekawa. Przeczytałam ją jednym tchem. Można z niej się dużo nauczyć, np. tego, jak ważne jest ZAUFANIE. Pozostawiam Wam przedsmak Tajemnic Avagoh i mam nadzieję, że Kasia znów uratuje krainę.
           Kasia Książka, ale nie ta z Książki :)

wtorek, 1 października 2013

Wybrańcy. Rozdział 6

Rozdział 6

- Z tego, że jesteśmy do siebie uderzająco podobni, stwierdzam, iż jesteście Wybrańcami. To się często zdarza - Will-klon pierwszy odzyskał zimną krew.- Mam na imię Gilan, a to jest Katrin. Zakładam, że to Wasza czwórka prosiła o audiencję - tu spojrzał na pozostałych.
- Tak, owszem. Nazywam się Thomas Cheptick, to jest moja siostra Alyss - tu Tom wskazał na Alyss - Amanda Ceiler - wyliczał dalej - i Will Malawert.
- Bardzo miło mi Was poznać.- Odezwała się Katrin, a Gil energicznie pokiwał głową.
       Kiedy tak rozmawiali, do Sali weszli król i królowa, którzy zakończyli rozmowę z Antoniem.
- John!!! - wykrzyknęła Ludmiła.
- Mamo! - odezwał się z wyrzutem Gilan - To nie jest John, tylko Will Malawert. Jeden z Wybrańców.
- Ach, no cóż - westchnęła dama, ale zaraz spytała - Kiedy się urodziłeś?
- Dwunastego czerwca tysiąc czterysta dwudziestego drugiego.- Odpowiedział Will.
- Wtedy, kiedy moi synowie!
- To może być przypadek! Mamo! - zawołał Gilan
- Z całym szacunkiem, Wasza Wysokość. Wychowywałem się w prostej chłopskiej rodzinie. Nie mógłbym być księciem - powiedział z uśmiechem Will.
- To się jeszcze okaże. Pokaż mi swój prawy nadgarstek, ty też Gilan! - odrzekła królowa, więc chłopcy nie mieli nic do powiedzenia.Wykonali rozkaz królowej. Na obu prawych nadgarstkach znajdowało się znamię w kształcie głowy jelenia z porożem. Chłopcy spojrzeli na siebie zaskoczeni, a królowa o mało nie zemdlała z przejęcia.
- Wiedziałam! Wiedziałam, wiedziałam, po prostu wiedziałam! - krzyczała Ludmiła na cały głos.
Do Sali zajrzeli zaniepokojeni strażnicy, a zaniepokoili się jeszcze bardziej, ujrzawszy ich władców trzymających się za ręce i tańczących wokół dwójki niepozornych chłopców, jednego w szatach książęcych, drugiego w prostszym, ale i tak pięknym stroju. Zerknęli też z zaciekawieniem na czwórkę pozostałych ludzi, trójkę dziewcząt i jednego młodzieńca. Postanowili jednak nie interweniować dopóty, dopóki para królewska ich nie wezwie.
Kiedy za strażą zamknęły się drzwi, Ludwik uścisnął swoich synów, tego, który mieszkał w Zamku i tego, który szczęśliwym trafem się odnalazł. Następnie, głosem przepełnionym radością ogłosił, że jeszcze tego wieczoru wydadzą wielką ucztę na cześć trójki młodych książąt. Do rozwiązania pozostała jeszcze zagadka bliźniaczego podobieństwa Alyss i Katrin. Wszyscy na nie spojrzeli.
- No co? - zapytała Alyss - Chyba nie sądzicie, że...
- A jednak - powiedział Gilan - Katrin, zawsze wydawało mi się, że coś przede mną ukrywasz odnośnie twojej rodziny.
- No więc są dwie rzeczy. Po pierwsze, nie mam dwunastu lat, tylko czternaście. Przypuszczam, że Alyss też. Po drugie, kiedy miałam zaledwie trzy tygodnie, ktoś porwał moją siostrę bliźniaczkę, podobnie jak dwa lata wcześniej moją starszą siostrę i jeszcze rok wcześniej kuzyna książąt, Caleba. Alyss jest prawdopodobnie moją młodszą siostrą Olivią. Jak tak teraz patrzeć, to Tom może być Calem.
- Nie, nie, nie! - krzyknął Tom - Nie może być!
- No to w takim razie pokaż kark. - Powiedział, niespodziewanie pojawiając się obok króla i królowej, Antonio. Tom wykonał polecenie, podchodząc do najstarszego księcia niechętnym krokiem. Poczuł na karku jego dłoń. Przejeżdżała po bliźnie, którą miał, odkąd pamiętał.
- Tak, Cal, kuzynie miło cię poznać! - Zawołał młodzieniec, po czym wyszedł z komnaty.
Zaraz po nim wyszli władcy, chcąc dać nastolatkom czas na poznanie się. I nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła się Ognista Kula. Kula Wybrańców, która niespodziewanie powiedziała:
- Katrin, jako że Mandie ma Rubinowy Znak Ognia, ty nie możesz mieć mocu ognistej - mówił Głos - Od dziś będziesz mieć zatem Szmaragdowy Znak Przyrody. - Kula już się rozmywała, kiedy Głos jakby coś sobie przypomniał, bo rzekł: - Acha, jeszcze jedno. Mandie tak naprawdę nazywa się Caroline i jest siostrą Katrin i Olivii. To wszystko. Niedługo znowu się spotkamy - i Kula się rozmyła, a razem z nią zniknął śmiejący cię Głos.

czwartek, 26 września 2013

My też się lenimy...:)

A może powrócimy do przeszłości ? :

Leń
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
"O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?
A kto siedzi na tapczanie?
A kto zjadł pierwsze śniadanie?
A kto dzisiaj pluł i łapał?
A kto się w głowę podrapał?
A kto dziś zgubił kalosze?
O - o! Proszę!"
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
"Przepraszam! A tranu nie piłem?
A uszu dzisiaj nie myłem?
A nie urwałem guzika?
A nie pokazałem języka?
A nie chodziłem się strzyc?
To wszystko nazywa się nic?"
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało,
Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
Nie powiedział "dzień dobry", bo z tym za dużo roboty,
Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda.
Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął,
Miał położyć się - nie zdążył - zasnął.
Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził.
Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.

                                          Jan Brzechwa